Aryman i Oromaz (Mickiewicz)

W samym przepaści niezgłębionej środku,W samym ciemności najgrubszej zarodku,Osiadł Aryman, jak złodziej ukryty,Gniewny jako lew, jak wąż jadowity.Onego czasu nadął się i dźwignął,I wielką ciemność piersiami wyrzygnął,I po ciemności, jak pająk po sieci,Szczeblował w górę, tam gdzie bóstwo świeci.Oparł się o dnia i nocy granice,Wynurzył głowę i podniósł źrenice

A skoro ujrzał w samym niebios środku,W samym jasności najczystszej zarodku,Oromadesa, co śród tworów świeci,Jak śród gwiazd słońce, jak ojciec śród dzieci;Skoro na widok przedwiecznego słońcaZły duch pomyślił o szczęściu bez końca —Ta myśl, ogromna jako świata brzemię,Z takim ciężarem padła mu na ciemię,Że stracił siłę, runął nadół głowąPrzez wieki wieków — i osiadł nanowoW samym przepaści niezgłębionej środku,W samym ciemności najgrubszej zarodku.

1830.

Comments

Loading comments…