Bakczysaraj w nocy (Mickiewicz, 1899)
Rozchodzą się z dżamidów pobożni mieszkańce,Odgłos izanu w cichym gubi się wieczorze,Zawstydziło się licem rubinowem zorze,Srebrny król nocy dąży spocząć przy kochance.
Błyszczą w haremie niebios wieczne gwiazd kagańce,Śród nich po szafirowym żegluje przestworzeJeden obłok, jak senny łabędź po jeziorze,Pierś ma białą, a złotem malowane krańce.
Tu cień pada z menaru i wierzchu cyprysa,Dalej czernią się kołem olbrzymy granitu,Jak szatany siedzące w dywanie Eblisa,
Pod namiotem ciemności; niekiedy z ich szczytuBudzi się błyskawica i pędem farysaPrzelatuje milczące pustynie błękitu.
Comments
Loading comments…