Burza (Mickiewicz, 1899)
Zdarto żagle, ster prysnął, ryk wód, szum zawiei,Głosy trwożne gromady, pomp złowieszcze jęki,Ostatnie liny majtkom wyrwały się z ręki,Słońce krwawo zachodzi, z niem reszta nadziei.
Wicher z tryumfem zawył; a na mokre góry,Wznoszące się piętrami z morskiego odmętu,Wstąpił geniusz śmierci i szedł do okrętu,Jak żołnierz szturmujący w połamane mury.
Ci leżą napół martwi, ów załamał dłonie,Ten w objęcia przyjaciół żegnając się pada,Ci modlą się przed śmiercią, aby śmierć odegnać;
Jeden podróżny siedział w milczeniu na stronieI pomyślił: szczęśliwy, kto siły postrada,Albo modlić się umie, lub ma z kim się żegnać.
Comments
Loading comments…