Czaty (Mickiewicz, 1899)
Z ogrodowej altany, wojewoda zdyszany,Bieży w zamek z wściekłością i trwogą.Odchyliwszy zasłony, spojrzał w łoże swej żony,Pojrzał, zadrżał: nie znalazł nikogo.
Wzrok opuścił ku ziemi, i rękami drżącemiSiwe wąsy pokręca i duma.Wzrok od łoża odwrócił, w tył wyloty zarzucił,I zawołał kozaka Nauma.
»Hej kozaku, ty chamie, czemu w sadzie przy bramie,Nie ma nocą ni psa, ni pachołka?...Weź mi torbę borsuczą, i janczarkę hajduczą,I mą strzelbę gwintówkę zdejm z kołka«.
Wzięli bronie, wypadli, do ogrodu się wkradli,Kędy szpaler altanę obrasta.Na darniowem siedzeniu coś bieleje się w cieniu:To siedziała w bieliźnie niewiasta.
Jedną ręką swe oczy kryła w puklach warkoczy,I pierś kryła pod rąbek bielizny;Drugą ręką od łona odpychała ramionaKlęczącego u kolan mężczyzny.
Ten ściskając kolana, mówił do niej: »Kochana!Więc już wszystko, jam wszystko utracił!Nawet twoje westchnienia, nawet ręki ściśnienia,Wojewoda już z góry zapłacił.
»Ja, choć z takim zapałem tyle lat cię kochałem,Będę kochał i jęczał daleki;On nie kochał, nie jęczał, tylko trzosem zabrzęczał,Tyś mu wszystko przedała na wieki.
»Co wieczora on będzie, tonąc w puchy łabędzie,Stary łeb na twem łonie kołysał,I z twych ustek różanych i z twych liców rumianych,Mnie wzbronione słodycze wysysał.
Ja na wiernym koniku przy księżyca promyku,Biegę tutaj przez chłody i słoty,Bym cię witał westchnieniem i pożegnał życzeniemDobrej nocy i długiej pieszczoty...«
Ona jeszcze nie słucha; on jej szepce do uchaNowe skargi, czy nowe zaklęcia:Aż wzruszona, zemdlona, opuściła ramiona,I schyliła się w jego objęcia.
Wojewoda z kozakiem przyklęknęli za krzakiem,I dobyli z za pasa naboje;I odcięli zębami, i przybili stęflamiProchu garść i grankulek we dwoje.
»Panie! — kozak powiada — jakiś bies mię napada,Ja nie mogę zastrzelić tej dziewki;Gdym półkurcze odwodził, zimny dreszcz mię przechodził,I stoczyła się łza do panewki«.
»Ciszej, plemię hajducze, ja cię płakać nauczę!Masz tu z prochem leszczyńskim sakiewkę;Podsyp zapał, a żywo zczyść paznogciem krzesiwo,Potem palnij w twój łeb, lub w tę dziewkę.
»Wyżej... w prawo... pomału... czekaj mego wystrzału:Pierwej musi w łeb dostać pan młody...«Kozak odwiódł, wycelił, nie czekając wystrzelił,I ugodził w sam łeb — wojewody.
Comments
Loading comments…