Do samotności (Mickiewicz, 1899)
Samotności! do ciebie biegnę jak do wodyZ codziennych życia upałów;Z jakąż rozkoszą padam w jasno-czyste chłodyTwych niezgłębionych kryształów!
Nurzam się i wzbijam w myślach nad myślami,Igram z niemi jak z falami,Aż ostygły, znużony, złożę moje zwłokiChoć na chwilę w sen głęboki.
Tyś mój żywioł; te jasnych wód szybySłodzą mi serce; zmysły zaciemniają mrokiem.I za cóż znowu muszę nakształt ptaka-ryby,Wyrywać się w powietrze, słońca szukać okiem?
I bez oddechu w górze, bez ciepła na dole,Równie jestem wygnańcem w oboim żywiole!
Comments
Loading comments…