Upior

Dziady część II

Serce ustało, pierś już lodowata,Ścięły się usta i oczy zawarły;Na świecie jeszcze, lecz już nie dla świata!Cóż to za człowiek? — Umarły!

Patrz, duch nadziei życie mu nadaje,Gwiazda pamięci promyków użycza;Umarły wraca na młodości krajeSzukać lubego oblicza.

Pierś znowu tchnęła, lecz pierś lodowata,Usta i oczy stanęły otworem;Na świecie znowu, ale nie dla świata!Czemże ten człowiek? — Upiorem!

Ci, którzy bliżej cmentarza mieszkali,Wiedzą, że upiór ten co rok się budzi;Na dzień zaduszny mogiłę odwaliI dąży pomiędzy ludzi.

Aż gdy zadzwonią na niedzielę czwartą,Wraca się nocą, opadły na sile:Z piersią skrwawioną, jakby dziś rozdartą,Usypia znowu w mogile.

Pełno jest wieści o nocnym człowieku,Żyją, co byli na jego pogrzebie;Słychać, iż zginął w młodocianym wieku:Podobno zabił sam siebie.

Teraz zapewne wieczne cierpi kary,Bo smutnie jęczał i płomieniem buchał;Niedawno jeden zakrystyan staryObaczył go i podsłuchał.

Mówi, iż upior, skoro wyszedł z ziemi,Oczy na gwiazdę poranną wywrócił,Załamał ręce i usty chłodnemiTakową skargę wyrzucił:

„Duchu przeklęty! po co śród parowuNieczułej ziemi ogień życia wzniecasz?Blasku przeklęty! zagasłeś i znowu,Po co mi znowu przyświecasz?

„O sprawiedliwy, lecz straszny wyroku!Ujrzeć ją znowu, poznać się, rozłączyć;I, com ucierpiał, to cierpieć co roku,I, jakem skończył, zakończyć!

„Żebym cię znalazł, muszę między zgrająBłądzić, z długiego wyszedłszy ukrycia;Lecz nie dbam, jak mię ludzie powitają:Wszystkiegom doznał za życia!

„Kiedyś patrzyła, musiałem jak zbrodzieńOdwracać oczy; słyszałem twe słowa,Słyszałem co dzień i musiałem co dzieńMilczeć jak deska grobowa.

„Śmieli się niegdyś przyjaciele młodzi,Zwali tęsknotę dziwactwem, przesadą;Starszy ramieniem ściska i odchodzi,Lub mądrą nudzi mię radą.

„Śmieszków i radców zarówno słuchałem,Choć i sam może nie lepszy od drugich;Sambym się gorszył zbytecznym zapałem,Lub śmiał się z żalów zbyt długich.

„Ktoś inny myślał, że obrażam ciebie,Uwłaczam jego rodowitej dumie;Przecież ulegał grzeczności, potrzebie,Udawał, że nie rozumie.

„Lecz i ja dumny, żem go równie zbadał,Choć mię nie pyta, chociaż milczeć umiem,Mówiłem gwałtem, a gdy odpowiadał,Udałem, że nie rozumiem.

„Ale kto nie mógł darować mi grzechu,Ledwie obelgę na ustach przytrzyma,Niechętne lica gwałci do uśmiechuI litość kłamie oczyma:

„Takiemu tylko nigdym nie przebaczył!Wszakżem skargami nigdy ust nie zmazał,Anim pogardy wymówić nie raczył,Kiedym mu uśmiech okazał!

„Tegoż dziś doznam, jeśli dziką postaćCudzemu światu ukażę z pod cieni;Jedni mię będą exorcyzmem chłostać,Drudzy ucieką zdziwieni.

„Ten dumą śmieszy, ten litością nudzi,Inny szyderskie oczy zechce krzywić...Do jednej idąc, za cóż tyle ludziMuszę obrażać, lub dziwić?

„Cóżkolwiek będzie, dawnym pójdę torem:Szydercom litość, śmiech litościwemu!Tylko, o luba, tylko ty z upioremPowitaj się po dawnemu!

„Spojrzyj i przemów! Daruj małą winę:Że śmiem do ciebie raz jeszcze powrócić,Mara przeszłości, na jednę godzinęObecne szczęście zakłócić.

„Wzrok twój, nawykły do świata i słońca,Może się trupiej nie ulęknie głowy,I może raczysz cierpliwie do końcaGrobowej dosłuchać mowy.

„I ścigać myśli, po przeszłych obrazachBłądzące, jako pasorzytne ziele,Które śród gmachu starego po głazachRozpierzchłe gałązki ściele“.

Comments

Loading comments…