Scena V

Dziady część III

Panie! czémże ja jestem przed Twojém obliczem? —Prochem i niczem!Ale, gdym Tobie moję nicość wyspowiadał:Ja proch, będę z Panem gadał.

5Tyran wstał — Herod! — Panie, cała Polska młodaWydana w ręce Heroda.Co widzę? — Długie, białe, dróg krzyżowych biegi,Drogi długie — nie dojrzéć — przez puszczę, przez śniegi,Wszystkie na północ! Tam, tam w kraj daleki10Płyną jak rzeki.

Płyną: ta droga prosto do żelaznéj bramy;Tamta jak strumień wpadła pod skałę, w te jamy;A tamtej ujście w morzu — Patrz! po drogach leciTłum wozów: jako chmury wiatrami pędzone,15Wszystkie tam w jednę stronę.Ach, Panie! to nasze dzieci,Tam na północ — Panie, Panie!Takiż to los ich? — wygnanie!I dasz ich wszystkich wygubić za młodu,20I pokolenie nasze zatracisz do końca? —Patrz — Ha! To dziecie uszło — rośnie — to obrońca!Wskrzesiciel narodu! —

Z matki obcéj; krew jego, dawne bohatéry,A imie jego będzie cztérdzieści i cztéry.

25Panie! Czy przyjścia jego nie raczysz przyśpieszyć?Lud mój pocieszyć?Nie! Lud wycierpi — Widzę ten motłoch: tyrany,Zbójce — biegą — porwali — mój Naród związanyCała Europa wlecze, nad nim się urąga:30»Na trybunał!« — Tam zgraja niewinnego wciąga.Na trybunale gęby, bez serc, bez rąk: sędzie —To jego sędzie!Krzyczą: »Gal, Gal sądzić będzie«.Gal w nim winy nie znalazł i — umywa ręce;35A króle krzyczą: »Potęp i wydaj go męce!Krew jego spadnie na nas i na syny nasze.Krzyżuj syna Maryji, wypuść Barabasze!Ukrzyżuj: on cesarza koronę znieważa;Ukrzyżuj: bo powiemy, żeś ty wróg cesarza!«40Gal wydał — Już porwali — już niewinne skronieZakrwawione, w szyderskiéj, cierniowej koronie,Podnieśli przed świat cały; — i ludy się zbiegły —Gal krzyczy: oto naród wolny, niepodległy!

Ach Panie! Już widzę krzyż — Ach, jak długo, długo45Musi go nosić — Panie, zlituj się nad sługą!Daj mu siły, bo w drodze upadnie i skona!Krzyż ma długie, na całą Europę ramiona,Z trzech wyschłych ludów, jak z trzech twardych drzew ukuty.Już wleką: już mój Naród na tronie pokuty;

50Rzekł: »pragnę« — Rakus octem, Borus żółcią poi;A matka Wolność u nóg zapłakana stoi.Patrz! Oto żołdak Moskal z kopiją przyskoczył,I krew niewinną mego narodu wytoczył.Cóżeś zrobił najgłupszy, najsroższy z siepaczy?55On jeden poprawi się i Bóg mu przebaczy!

Mój kochanek! Już głowę konającą spuścił,Wołając: »Panie! Panie! za coś mię opuścił!«On skonał!

Ku niebu, on ku niebu, ku niebu ulata!60I od stóp jego wionęłaBiała jak śnieg szata —Spadła szeroko — cały świat się w nią obwinął.Mój kochanek na niebie, z przed oczu nie zginął:Jako trzy słońca błyszczą jego trzy źrenice,65I ludom pokazuje przebitą prawicę.

Któż ten Mąż? — To namiestnik na ziemskim padole.Znałem go — był dzieckiem — znałem,Jak urósł duszą i ciałem!On ślepy, lecz go wiedzie anioł pachole,70Mąż straszny — ma trzy oblicza,On ma trzy czoła.Jak baldakim rozpięta księga tajemniczaNad jego głową, osłania lice.Podnóżem jego są trzy stolice.75Trzy końce świata drżą, gdy on woła;I słyszę z nieba głosy jak gromy;To namiestnik wolności na ziemi widomy!

On to na sławie zbuduje ogromySwego kościoła!80Nad ludy i nad króle podniesiony;Na trzech stoi koronach, a sam bez korony:A życie jego — trud trudów,A tytuł jego — lud ludów;Z matki obcéj; krew jego, dawne bohatéry:85A imie jego cztérdzieści i cztéry.Sława! sława! sława! (zasypia)

Usnął — Wyjmijmy z ciała duszę, jak dziecinęSenną z kolebki złotéj, i zmysłów sukienkęLekko zwleczmy; ubierzmy w światło jak jutrzenkę,90I lećmy. Jasną duszę nieśmy w niebo trzecie,Ojcu naszemu złożyć na kolanach dziecie:Niech uświęci sennego ojcowską pieszczotą;A przed ranną modlitwą duszę wrócim życiu,I znowu w czystych zmysłów otulim powiciu,95I znowu złożym w ciało, jak w kolebkę złotą.

Comments

Loading comments…