Komar niewielkie licho...

Komar niewielkie licho, lecz bardzo czupurne,Wyciągnąwszy kuperek i skrzydła poczwórneI żądełko krwi chciwe, latał ponad śpiącymI «krwi, krwi, krwi l» wołał głosem bzykającym.

«Drżyj człowieku! wybiła ostatnia godzina,Jestem Marat owadów, lotna gilotyna». —Aż przebudził się człowiek, czatował po głosieI za pierwszem ukłuciem pac! zabił na nosie.

Szedł z nieboszczykiem w okno, nie mógł znaleźć śladówTej lotnej gilotyny, Marata owadów.Człowiek, gniotąc go w palcach: « Nie budź śpiących, bracie,Atomie terroryzmu, owadów Maracie.

«Kiedyś tak małe licho, nie rób tyle krzyku,A kiedy chcesz ukąsić, kąsajże bez bzyku.Jeśli ci krwi potrzeba, gdzie chcesz nos mi wtykaj,Tylko, kiedyś tak mały, kąsaj a nie bzykaj».

Comments

Loading comments…