Mędrcy (Mickiewicz)

W nieczułej, ale niespokojnej dumieUsnęli mędrcy. Wtem odgłos ich budzi:Że Bóg widomie objawił się w tłumie,I o wieczności przemawia do ludzi.»Zabić go — rzekli — spokojność nam miesza!...Lecz zabić we dnie? obroni go rzesza«.

Więc mędrcy w nocy lampy zapalali,I na swych księgach ostrzyli rozumyZimne i twarde, jak miecze ze stali,I wziąwszy z sobą uczniów ślepych tłumy,Szli łowić Boga. A zdrada na przedzie,Prostą ich drogą, ale zgubną wiedzie.

»Tyś to?« — krzyknęli na Maryi Syna;»Jam« — odpowiedział — i mędrcy pobladli;»Ty jesteś?« — »Jam jest«. — Służalców drużynaUciekła w trwodze, mędrcy na twarz padli;Lecz widząc, że Bóg straszy a nie karze,Wstali przelękli, więc srożsi zbrodniarze.

I tajemnicze szaty z Boga zwlekli,I szyderstwami ciało jego siekli,I rozumami serce mu przebodli:A Bóg ich kocha i za nich się modli!Aż gdy do grobu duma Go złożyła,Wyszedł z ich duszy, ciemnej jak mogiła.

Spełnili mędrcy na Boga pogrzebieKielich swej pychy. Natura w rozruchuDrżała o Boga. Lecz pokój był w niebie:Bóg żyje, tylko umarł w mędrców duchu.

1830.

Comments

Loading comments…