Na pokój grecki (Mickiewicz, 1899)

Skroś ciemnoty wiedziony jej gwiaździstym wzrokiem,Goniąc białą jej szatę po szybach hebanu,Wszedłem. — Czy to kraina za Lety potokiem,Czy miast wielka mumija, zwłoki Herkulanu?Nie! Tu cały świat dawny na Piękności słowoOdbudował się, chociaż nie odżył na nowo.Z mozaiki świat cały, każdy jego szczątekJest odłamem dzieł sztuki, wielkości pamiątek.

Tu kamienia podróżna nie śmie trącić noga,Z kamienia płaskorzeźbą wygląda twarz boga.Gniewny, zda się swojego pohańbienia wstydzić,Depcących dawną wiarę ludzi nienawidzić,I napowrót w marmuru ukrywa się łonie,Skąd przed wieki snycerskie wyzwały go dłonie.

Wkoło pędzlem i dłutem strojne sarkofagi,Co miały proch królewski bronić od zniewagi,Dziś same na proch lecąc, potrzebują trumny.Gdzieniegdzie ścięta głowa nieznanej kolumny,Skaleczona, odarta, podeptana w pyle,Wala się, jako trupia czaszka na mogile.

Tam od starości ledwie na nogach się trzymaObelisk, ten przychodzień z kraju Mizraima.

Widzisz na nim te rysy dziwacznej osnowy,Te pisma zatraconej dawnych sfinksów mowy?To hieroglif! — Pod jego zasłoną leżącaMyśl głęboka w letargu śpi od lat tysiąca;Jak mumija zamknięta w balsamiczne łoże,Cała nieskazitelna — zmartwychwstać nie może.

Nietylko sztuki twoje, znikomy człowieku!Lecz martwą pierś żywiołów przerabia ząb wieku!Patrz na ów kamień drogi, zaniedbany w piasku:Niegdyś był cudnej barwy, słonecznego blasku;Ileż wieków przeświecił, aż wylawszy z łonaCałą jasność, zamierzchnął, jak gwiazda zgaszona!

Śród gruzów jeden cały stał obraz Saturna.Tam jedna ryta z bronzu korynckiego urna,W łonie jej zwolna płomyk przebudza się blady:Czy to zmartwychwstającej genijusz Hellady?Wzniósł głowę, błysnął okiem i na skrzydłach tęczyPodlatując raz jeszcze promieniami wieńczySkronie bogów, niebianek, drzemiących wokoło.I nimfy przewodniczki najpiękniejsze czoło.

O, niech te wszystkie bóstwa nad pamiątek ziemiąWiecznie snem marmurowym i bronzowym drzemią!Ciebie tylko niech, piękna przewodniczko, zbudziNajmniejszy z bogów dotąd uczczonych od ludzi.Swawolniku! Uciekłszy z Afrodyty łona,Drzemiesz, ssąc rubinowe piersi winogrona.

Wielki grzech bez ofiary minąć bóstwo twoje!O piękna nimfo! bądźmy nabożni oboje!...Niestety! Przewodniczka chłodnym rzutem oka,Jak laską Merkurego, uderza z wysokaI duszę mą, lecącą w rozkoszy kraj błogi,Wypędza bez litości za nadziei progi!

Cóż powiem, wrócony do śmiertelnych kraju?Ach, opowiem, że byłem w pół drogi do raju,Z duszą napoły tęskną, napoły radośną;Słyszałem już tę rajską rozmowę wpół-głośną.I widziałem te rajskie pół-światła, pół-cienia,I doznałem, niestety! tylko pół-zbawienia...

Moskwa, 1827.

Comments

Loading comments…