Nocleg (Mickiewicz, 1929)

Nasz Naczelnik nad Trockiem jeziorem,Po kowgańskiej potyczce, nocuje.Strzelcy leżą na kępie taborem:Jeden rany swe mchem opatruje;

Drugi strzelbę przeczyszcza, nabija,Kaptur z brzozy na zamek nasuwa;Ten, wpół senny, pod głowę płaszcz zwija.I usnęli. Straż stoi, wódz czuwa.

On pod drzewem coś duma w pomroce;Drzewo suche — lecz miało owoce:Najgłodniejszych ten owoc odstrasza:Wiszą na niem dwie gruszki Judasza.

W górę szpiegi! Cesarskie to sługi:Jeden Prusak, z nogami długiemiW białych pończochach; a drugiŻyd, pejsami zamiata po ziemi.

Nie śpi wódz. Na kolanach broń trzyma,Wzrokiem szuka pagórka znanego,Ten za wodą: na wzgórku dom jego.Dom w ciemności on żegna oczyma.

Wtem błysnęło nad wzgórkiem... Czy piorun?Piorun u nas nie bije w tę porę:

«O Najświętsza! O Maryjo z Borun!Ratuj ich... ratuj dzieci... dom gore».

«Gdzie jest patrol? Na konia! Do dworu!...»Wtem słuchają... Łom trzeszczy, gwar ludzi,I «kto idzie?» głos ozwał się w boru.Patrol wraca, i obóz się budzi.

«Wodzu! wielka dla ciebie żałoba;Wraca patrol z wieściami Hijoba.Jeden mówi: zarznęli twą żonę.Drugi mówi: twe dzieci spalone.

«Lecz pojmali dowódzcę Moskali». —«Kto on?...» — «Francuz, niestary, przystojny:I w moskiewskiej on służbie wsie pali,Za pieniądze lud siecze niezbrojny!...»

Wódz, jak gdyby rażony od gromu,Na dom patrzał i milczał i słuchał.Z okien wszystkich żar sypał się z domu,Z oczu wodza straszniejszy żar buchał.

I w obozie zbudzonym, zdumiałym,Było głuche milczenie i zgroza.Milczał wódz, jako broń przed wystrzałem;Na dom patrzał — i krzyknął: «Powroza!...»

Przyskoczyły dwa katy rozkoły,Stryczek mieli gotowy ze sznura,Zakasali rękawy za połyI oddarli mu kołnierz z mundura.

Wtem ktoś leci... «Kto idzie?» — «Lud z Bogiem!Nasze hasło: poznajcie wiarusa!» —Zrzuca płaszcz.... Ach, to mundur Krakusa:Biały surdut z czerwonym wyłogiem!

«Zbił Skrzynecki, zbił na łeb, na szyję,Zbił pod Wawrem Rozena, Gejsmara,N abrał jeńców i dział co nie miara,Idzie w Litwę... Skrzynecki niech żyje!»

Krzyczał żołnierz i śmiał się i szlochał...Ach, kto miłej ojczyzny nie kochał,Biedny! łzami nie płakał takiemi...A Naczelnik?... On leży na ziemi.

Leżał krzyżem i długo się modlił.Wstał i rzekł do Francuza: «Idź wolny!Precz od nóg mych — byś nóg mych nie podlił!Jam dziś karać nikogo nie zdolny...»

29 marca 1832.

Comments

Loading comments…