Pieśń z wieży (Śpiewy Polskie)
Któż me westchnienia kto me łzy policzyCzy już tak długie przepłakałam lataCzy tyle w piersiach i sercu goryczy,Że od mych westchnień pordzawiała krata?
Jest wieczny ogień w zamku SwętorogaTen ogień żywią pobożne kapłanyJest wieczne źródło na górze MendogaTe źródło żywią śniegi i tumany
Trzy piękne córki było nas u matki,A mnie najpierwszéj żądano w zamęście,Szczęśliwa młodość, szczęśliwe dostatki,Któż mi powiedział że jest inne szczęście?
O Bogu wielkim, o jasnych aniołach,Kamiennych miastach kędy wiara święta,Gdzie lud w bogatych modli się kościołach,I kędy dziewic słuchają książęta!
Gdzie człowiek ziemskie złożywszy pokrycie,Zduszą ulata po roskoszném niebie.Ach ja wierzyłam, bo niebieskie życieJuż przeczuwałam, gdym słuchała ciebie,
Krzyż na twych piersiach, oczy me weselił,W nim oglądałam przyszłe szczęścia hasło,Niestety! z krżyzakrzyża gdy piorun wystrzelił,Wszystko do koła umilkło zagasło!
Comments
Loading comments…