Pies i wilk (1915)
Jeden bardzo mizerny wilk, skóra a kościmyszkując po zamrozkach, kiedy w łapy dmucha,zdybie przypadkiem brysia Jegomości,bernardyńskiego karku, sędziowskiego brzucha.Sierć na nim błyszczy, gdyby szmelcowana,podgardle tłuste, zwisłe do kolana.
»A witaj panie kumie! Witaj panie brychu!już od lat kopy o was ni widu ni słychu.Wtedyś był mały kondlik: ale kto nie z postem,prędko zmienia figurę!Jakże służy zdrowie?«»Niczego«, brysio odpowiei za grzeczność kiwnął chwostem.»Oj! oj!... niczego! Widać ze wzrostu i tuszy!Co to za łeb, mój Boże, choć walić obuchem!A kark jaki, a brzuch jaki!Brzuch! niech mnie porwą sobaki,jeżeli, uczciwszy uszy,wieprza widziałem kiedy z takim brzuchem!«»Żartuj zdrów, kumie wilku, lecz, mówiąc bez żartujeżeli chcesz, możesz sobie równie wypchać boki...«»A to jak, kiedyś łaskaw?«»Ot tak: bez odwłokibory i nory oddawszy czartu
i łajdackich po polu wyrzekłszy się świstańidź między ludzi — i na służbę przystań!«»Lecz w tej służbie co robić?« wilk znowu zapyta.»Co robić?... Dziecko jesteś! Służba wyśmienita:A jedno z drugiem, nic a nic!Dziedzińca pilnować granic,przybycie gości szczekaniem głosić,na dziada warknąć, żyda potarmosić,panom pochlebiać ukłonem,sługom wachlować ogonem,a za toż, bracie, niczego nie braknie:od panów, paniątek, dziewek,okruszyn, kostek, polewek,słowem, czego dusza łaknie«.
Pies mówił, a wilk słuchał: uchem, gębą nosem,nie stracił słówka; połknął dyskurs całyi nad smacznej przyszłości medytując losem,już obiecane wietrzył specyały.
Wtem patrzy... »A to co?...co?...« — »Gdzie?« — »Ot tu na karku!«»Eh, błazeństwo!...« — »Cóż przecie?« — »Oto, widzisz, troszkęprzyczesano... bo na noc kładą mi obróżkę,ażebym lepiej pilnował folwarku!«»Czy tak? pięknąś wiadomość schował na ostatku«.»I cóż, wilku, nie idziesz?« »Co nie, to nie, bratku!Lepszy w wolności kąsek ladajaki,niźli w niedoli przysmaki«.Rzekł i drapnąwszy, co miał skoku w łapie,aż dotąd drapie.
Comments
Loading comments…