Pies i wilk (Mickiewicz, 1910)

Jeden bardzo mizerny wilk, skóra a kości,Myszkując po zamrozkach, kiedy w łapy dmucha,Zdybie przypadkiem brysia jegomości.Bernardyńskiego karku, sędziowskiegu brzucha;Sierść na nim błyszczy, gdyby szmelcowana,.Podgardie tłuste, zwisła do kolana.„A! witaj, panie kumie! Witaj, panie brychu!„Już od lat kopy o was ni widu, ni słychu.„Wtedyś był mały kondlik; ale kto nie z postem,„Prędko zmienia figurę! Jakże służy zdrowie?“„Niczego“, brysio odpowieI za grzeczność kiwnął chwostem.„Ojl oj!.. niczego! Widać ze wzrostu i tuszy!„Co to za łeb, mój Boże! choć walić obuchem!„A kark jaki! a brzuch jaki!„Brzuch! niech mnie porwą sobaki,„Jeżeli, uczciwszy uszy,„Wieprza widziałem kiedy z takim brzuchem!“„Żartuj zdrów, kumie wilku!lecz, mówiąc bez żartu,„Jeżeli chcesz, możesz sobie równie wypchać boki...“„A to jak, kiedyś łaskaw?“„Ot tak: bez odwłoki„Buty i nory oddawszy czartu„I łajdackich po polu wyrzekłszy się świstań,„Idź między ludzi — i na służbę przystań!“„Lecz w tej służbie co robić?“, wilk znowu zapyta.„Co robić?„ Dziecko jesteś! Służba wyśmienita:„Ot, jedno z drugiemu, nic a nic!„Dziedzińca pilnować granic,„Przybycie gości szczekaniem głosić,„Na dziada warknąć, żyda potarmosić,

„Panom pochlebiać ukłonem,„Sługom wachlować ogonem.„A za toż, bracie, niczego nie braknie:„Od panów, paniątek, dziewek„Okruszyn, kostek, polewek,„Słowem czego duszu łaknie“.Pies mówił, u wilk słuchał uchem, gębą, nosem,Nie stracił słówka; połknął dyskurs cały;I, nad smacznej przyszłości medytując losem,Już obiecane wietrzył specyały.Wtem patrzy... „A to co?“ — „Gdzie?“ — „Ot tu na karku!“„Ech, błazeństwo!..“ — „Cóż przecie?“ ~ „Oto widzisz, troszkę„Przyczesano... bo na noc — kładą mi obróżkę,„Ażebym lepiej pilnował folwarku!“„Czy tak? Pięknąś wiadomość schował na ostatku“.„I cóż, wilku, nie idziesz?„Co nie, to nie, bratku!„Lepszy w wolności kąsek ladajaki,„Niźli w niewoli przysmaki“.Rzekl i, drapnąwszy, co miał skoku w łapie,Aż dotąd drapie.

Comments

Loading comments…