Powrót taty (Mickiewicz, 1899)
»Pójdźcie, o dziatki, pójdźcie wszystkie razemZa miasto, pod słup, na wzgórek;Tam przed cudownym klęknijcie obrazem,Pobożnie zmówcie paciorek.
»Tato nie wraca: ranki i wieczoryWe łzach go czekam i trwodze;Rozlały rzeki, pełne zwierza bory,I pełno zbójców na drodze«.
Słysząc to dziatki, biegną wszystkie razem,Za miasto, pod słup, na wzgórek;Tam przed cudownym klękają obrazem,I zaczynają paciorek.
Całują ziemię, potem: w imię Ojca,Syna i Ducha Świętego,Bądź pochwalona Przenajświętsza TrójcaTeraz i czasu wszelkiego.
Potem Ojcze nasz, i Zdrowaś, i Wierzę,Dziesięcioro i koronki:A kiedy całe zmówili pacierze,Wyjmą książeczkę z kieszonki:
I litaniją do Najświętszej Matki,Starszy brat śpiewa, a z bratem:»Najświętsza Matko, przyśpiewują dziatki,Zmiłuj się, zmiłuj nad tatem!«
Wtem słychać turkot. Wozy jadą drogą,I wóz znajomy na przedzie:Skoczyły dzieci i krzyczą, jak mogą:»Tato, ach, tato nasz jedzie!«
Obaczył kupiec, łzy radośne leje,Z wozu na ziemię wylata:»Ha, jak się macie, co się u was dzieje?Czyście tęskniły do tata?
»Mama czy zdrowa? ciotunia? domowi?A ot rodzynki w koszyku...«Ten sobie mówi, a ten sobie mówi,Pełno radości i krzyku.
»Ruszajcie! kupiec na sługi zawoła,Ja z dziećmi pójdę ku miastu«.Idzie... Aż zbójcy obskoczą dokoła,A zbójców było dwunastu.
Brody ich długie, kręcone wąsiska,Wzrok dziki, suknia plugawa;Noże za pasem, miecz u boku błyska,W ręku ogromna buława.
Krzyknęły dziatki, do ojca przypadły,Tulą się pod płaszcz na łonie,Truchleją sługi, struchlał pan wybladły,Drżące ku zbójcom wzniósł dłonie:
«Ach! bierzcie wozy, ach! bierzcie dostatek,Tylko puszczajcie nas zdrowo,Nie róbcie małych sierotami dziatek,I młodej małżonki wdową«.
Nie słucha zgraja. Ten już wóz wyprzęga,Zabiera konie; a drugi»Pieniędzy!« krzyczy, i buławą sięga;Ów z mieczem wpada na sługi.
Wtem: »Stójcie, stójcie!« krzyknie starszy zbójca,I spędza bandę precz z drogi,A wypuściwszy i dzieci i ojca,»Idźcie, rzekł, dalej bez trwogi«.
Kupiec dziękuje, a zbójca odpowie:»Nie dziękuj; wyznam ci szczerze,Pierwszybym pałkę strzaskał na twej głowie,Gdyby nie dziatek pacierze.
»Dziatki sprawiły, że uchodzisz cało,Darzą cię życiem i zdrowiem;Im więc podziękuj za to, co się stało,A jak się stało, opowiem.
»Zdawna już słysząc o przejeździe kupca,I ja, i moje kamraty,Tutaj za miastem, przy wzgórku, u słupca,Zasiadaliśmy na czaty.
»Dzisiaj nadchodzę; patrzę między chrósty:Modlą się dziatki do Boga;Słucham: z początku porwał mię śmiech pusty,A potem litość i trwoga.
»Słucham: ojczyste przyszły na myśl strony,Buława upadła z ręki:Ach! ja mam żonę, i u mojej żonyJest synek taki maleńki.
»Kupcze, jedź w miasto; ja do lasu muszę.Wy, dziatki, na ten pagórekBiegajcie sobie, i za moją duszęZmówcie też czasem paciorek«.
Comments
Loading comments…