Renegat (Mickiewicz, 1899)
I.
Co się niedawno stało w Iranie,Opowiem światu całemu.Na kaszemirskim usiadł dywanieBasza pośrodku haremu.
Pieją Greczynki, pieją Czerkieski,Pląsają branki Kirgisa;U tych w źrenicach szafir niebieski,U tamtych cienie Eblisa.
Basza nie widzi, basza nie słucha;Turban zawiesił nad okiem,Drzemie i dymy ciągnąc z cybucha,Okrył się wonnym obłokiem.
Wtem u wrót szczęścia hałas się wzmaga,Rozstąpiły się sług rzędy;Nieznaną brankę wiódł kizlar-aga,Skłonił się i rzekł: »Effendy!
»Którego jasność takiej jest mocyMiędzy gwiazdami dywanu,Jak śród brylantów na szatach nocyOgnisko Aldebaranu!
»Racz ku mnie błysnąć, gwiazdo dywanu!Bom dobrych nowin tłomaczem:Oto służebny wiatr z LechistanuDarzy cię nowym haraczem.
»Padyszach niema takiej krzewinyW sadzie rozkoszy w Stambule;Ona jest rodem z zimnej krainy,Którą wspominasz tak czule«.
Tu gazę, co jej wdzięki przygasza,Odsłonił — cały dwór klasnął;Spojrzał raz na nią trzytulny basza,Wypuścił cybuch i zasnął.
Chyli się na bok, turban mu spada,Biegą przebudzić — o dziwy!Usta zsiniałe, twarz śmiercią blada,Basza-renegat nieżywy!
II.
»O, dziwy, zgroza! — wołają jańczaryI mędrce w prawie ćwiczeni —Tę Nazaretkę, za okropne czary,Zakopiem w stosie kamieni.
»Owoż to Hassan, ów renegat-basza,Sroższy nad lwa i tygrysa,Co go nie tknęła żadna dziewa naszaNi Dżurdżystanu hurysa;
»On gdy hanowi na srebrny półmisekRzucił łeb księcia Iflaku,Wdzięczny mu hagan dziesięć odalisekZ własnego przysłał orszaku.
»Wszystkiemi wzgardził! Teraz go zabijaPostać lękliwej gazeli;Jako motyla lada modra żmijaPromieniem oczu zastrzeli.
Niechże tę żmiję bej, na pastwę czerni,Z warownej straży przywiedzie!Już od godziny zebrali się wierni,I kady z miasta już jedzie...«
Przyjechał kady, zbierają kamienie,Czekają — próżna nadzieja!Bej nie przychodzi, odbite więzienie:Ani dziewicy, ni beja!...
Comments
Loading comments…