Eugeniusz Oniegin — Rozdział III

Translated by Leopold Blumental

»Dokąd? Ot, gadaj do poety!«— Żegnaj, Oniegin; na mnie czas.»Nie trzymam cię, lecz powiedz, gdzie tyWieczory spędzasz?... Powiedz raz...«— W Larinych domu. »O, litości!I nie znajdujesz w tem trudności:Zabijać każdy wieczór tam?!«— Ani troszeczkę. »Obraz dam,Że będzie wierny, przyznaj z góry! —Prosta rodzina, ruski byt,Dla gości uprzejmości szczyt,Zwyczajem świętym: konfitury!Temat do rozmów: len i mak,Obora, bydło... Zgadłem wszak?«

— Ba, ja nieszczęścia w tem nie widzę.»A nuda? nuda? czy to nic?«...— Modnego świata nienawidzę;W tych prostych domach szczęsny widzOdetchnąć zdoła... »Znów ekloga?!Daj pokój liryce, dla Boga!No, jakże? — jedziesz?... Ale, wiesz?Czy ja-bym nie mógł ujrzeć teżFilidy onej, co twojemuNatchnieniu daje skrzydła, lot,Łzy, rymy et cetera... Ot!Przedstaw mnie jej!« — Żartujesz! »Czemu?«— Więc dobrze. »Kiedyż?« — Choćby już.Tam zawsze gościom radzi... Cóż?

— »Jedziemy!« — Już druhowie lecą... )Przybyli... W domu radość, wrzask...Stara gościnność, wyznam, niecoNużyła gościa zbytkiem łask.Ot, uprzejmości masz tortury:Niosą na spodkach konfitury,W karafce borówkowy sok —To ma umilać rozmów tok!

Wracają... Księżyc srebrne plamyRzuca... oświetla bryczki ruch...Tutaj ukradkiem podsłuchamyRozmowę naszych druhów dwóch...— Cóż, Eugeniuszu? A, ty ziewasz?»Nic, to mój zwyczaj«. Czasem miewaszWeselszą minę... »Nudy mocJednaka zawsze. Ależ noc!Poganiaj konie, ej, Andriuszka!Ot, głupia droga... A proposW prostocie bywa powab... co?Larina miła jest staruszka.Aj! co to?... Tak dokucza bok...Boję się: to z borówek sok!...

»A powiedz, która z nich Tatjana?«— Ta, co milcząca, jako głaz,Weszła posępna, jak Świetlana...Siedziała w kącie cały czas.»Tak?... A ty młodszej jesteś sługą?«— A co? »Ba, ja-bym wybrał drugą,Mając na czole Muzy znak.Toć w twarzy Olgi życia brak;To jest Madonna Wandykowa,Kraśna i krągła... Otóż masz,

Jak ta księżyca głupia twarz,Co się w ten głupi obłok chowa«.Włodzimierz sucho odrzekł cośI zamilkł... Skrzypi bryczki oś...

Ale wizyta OnieginaU Lennych sprawiła rum...Domysł tkać przędzę swą poczyna...Szepcze w sąsiedztwie swat i kum...Wprawdzie pocichu i ukradkiem,Plotka się karmi tym wypadkiem...(Wstrzymać pogłosek niema sił).»On pewnie dla Tatjany był!«W zaściankach szczerze zapewniano,Że termin ślubu pewny — raz;Powtóre: zmienion, bo na czasObrączek ślubnych nie przysłano.Mniej ich zajmował ślubny aktLeńskiego — to był stary fakt!

Tatjana z gniewem plotek słucha,Lecz myśl ta jej nie puszcza z kleszczI mimowoli w głębi duchaDziwnej radości budzi dreszcz;I w serce wpija się potrocha...Czas przyszedł — i Tatjana kocha!

Tak ziarno pada w grunt... a wiewWiośniany ciepłem żywi siew...Zdawna tęskniącej wyobraźniPotrzebną była nowa treść;Pieszczotę pragnie wziąć i nieść.Zdradziecki poryw serce drażniI młoda pierś jej nie chce schnąć...Dusza czekała ... kogobądź!

I doczekała się... I oczyRozwarła... Rzekła: oto on!Ach! teraz myśl ją jedna tłoczy,Rozbrzmiewa w sercu jeden ton;W gorących snach go zawsze spotka,Oddycha nim... Dziewica słodka,Jego czarowną czuje mocDokoła siebie — dzień i noc.Już szczebiot siostry jej dokuczyłI zbyt troskliwy służby wzrok,I gadatliwych ludzi tłok...Cień smutku lica jej obłóczył;Klnie gości, milcząc, jako głaz, —Za nagły przyjazd, długi wczas...

Z jaką uwagą teraz czytaCzułych romansów świeży tom;

Czarownym zmyśleń tchem spowita,Oddaje duszę złudnym snom!Tatjano! szczęsną mocą marzeńOżywiasz tło książkowych zdarzeń:Kochanek Julii Volmàr,Malecque-Adèl i de-Linard,Werter, męczennik buntowniczy,I niezrównany Grandison,(Nas tylko spać przymusza on), —Budzą w twej duszy sen zwodniczy;I z wszystkich jeden obraz tkasz:W nim Oniegina widać twarz!

Zdając się sobie heroinąNajukochańszych swoich ksiąg,Klaryssą, Julią lub Delfiną,Tatjana nie wypuszcza z rąkKart niebezpiecznych; błądząc w lesie,Otwartą książkę w ręku niesie...I w niej znajduje, z szczęścia drżąc,Odgłos snów swoich, tajnych żądz;Wzdycha i sercem swem zabieraZachwytów, bólów cudzych światI w zapomnieniu szepcze w śladList do swojego bohatera...A on... ba, nie wiem, kim był on? —Wiem jedno: nie był Grandison!

Płomiennych twórców przeszła era,Co wszedłszy na podniosły tór,W osobie swego bohateraDoskonałości ryli wzór;Ludzie ścigali go niesłusznie,Choć wszystko czynił dobrodusznie,Rozumem świecił, sercem żyłI jak Adonis piękny był.Na krzyk o pomoc stawał w progu,W zalety z każdą kartą rósł;Już na ofiarę życie niósł,Ale na szczęście — w epiloguZawsze skaraną była złość,A dobro miało nagród dość.

A dziś padł tuman na umysły,Rzuca nas w sen morałów ton;Grzech i w romansie kult ma ścisłyI tam już święci tryumf on!Ba! przy brytańskich Muz bajaniu,Dziewczę się rzuca na posłaniu,Nowe jej bóstwa burzą sen —Melmot, włóczęga chmurny ten,Wampir, posępny i bezdźwięczny,Złowrogi Korsarz, Wieczny Żyd,

Sbogar — tajemniczości szczyt!...Lorda Byrona kaprys zręczny —I egoizmu ciemny światPrzyoblókł w romantyzmu kwiat.

Lecz dla mnie nie jest to podnietą.I jeśli przyjdzie taki kres,Że ja przestanę być poetą,Że wlezie we mnie nowy bies,Że, chociaż zaklnie Feb ze zgrozy,Poniżę się do skromnej prozy, —Romans na bardzo stary krój,Zajmie wesoły zachód mój.I nie nadludzkich łotrów zgraje,Nie tajną mękę sumień tam, —Tylko poprostu skreślę wamRuskiej rodziny obyczaje,Czułej miłości wabny świat,Podania naszych dawnych lat.

Wskrzeszę postacie zaginione,Ojcowskich rozmów prosty typ,Dzieci spotkania umówioneU źródła, gdzieś pod cieniem lip;Błędnej zazdrości udręczenia,Rozłąki łzy, łzy pogodzenia

I kłótnie znów... A w końcu prób,Pojadę z wami na ich ślub...Przypomnę ton porywającyWyrazów, które tonąc w łzach,Szeptałem sam w minionych dniach,U czarodziejki stóp klęczący, —Pieszczotnych, słodkich słówek rój,Od których odwykł język mój!

Lecz teraz zajmie mnie Tatjana!Ty płaczesz?... Spójrz, ja płaczę też!...W szpony modnego dziś tyranaCałe swe życie oddać chcesz...Przepadniesz, miła!... Chociaż za toBlask marzeń będzie ci zapłatąI w sferę uczuć wyższy wzlot,I czarujących marzeń splot,I pragnień rozkosz, snów trucizna...Ot, marzy ci się cały czas,Że on za tobą idzie w las —Podejdzie zaraz, miłość wyzna...Gdziekolwiek niesiesz lekki krok,Tam kusiciela widzisz wzrok.

Tęsknota serce biednej toczy...Do parku idzie, zrywa liść...

Wtem nieruchome chyli oczyI nie ma siły naprzód iść...Wzniesiona pierś, opadłe ręce,Na licach nagłe lśnią rumieńce,Z pobladłych warg ulata jękI w oczach blask i w uszach dźwięk...Nastanie noc; na niebie czatyObchodzi miesiąc; w srebrnej mgleWywodzi słowik trele swe;I leją woń jaśminu kwiaty...Tatjana czuwa... snu jej brakI z nianią w mroku szepcze tak...

»Tu duszno, nianiu! Spać mi trudno!Otwórz tam okno, bliżej siądź!«— Co tobie, Taniu?! »Tak mi nudno!Opowiedz mi cokolwiekbądź!«— Ba, o czem, Taniu?! Dawniej zawdySporo i prawdy i nieprawdyChowałam w głowie, że aż strach! —O duchach złych, dziewiczych snach...A dzisiaj ciemna jestem, Taniu:Już nie pamiętam dzisiaj nic...Ot, spróchniał do cna stary rydz!...Skręciło mnie... »Opowiedz, nianiu,Jako za starych było lat?Czy znałaś ty kochania kwiat?«

— Ot, gadasz, Taniu! W nasze lataNam się nie marzył taki kwiat;Nieboszczka świekra z tego świataWygnałaby na tamten świat.»Więc jak na ślub skłoniono nianię?«— Jak Bóg przykazał... Zesłał Wanię.Mnie wyszedł już trzynasty rok,On młodszy był, więc poszło w skok..Niedziele dwie chodziła swatka,A gdy zamknięto za nią drzwi,Pobłogosławił ojciec mi,Płakałam z strachu... ze mną matka...Rozpletli warkocz; w cerkiew, bacz,Ze śpiewem wiedli, a ja w płacz...

I w obcą wzięli mnie rodzinę...Lecz ty nie słuchasz?... Nudna rzecz?.»Ach nianiu, nianiu! Patrz, ja ginę!Ciągle o jednem myślę precz!Ciągle do płaczu jestem skora!«...— Kochanie moje, jesteś chora.Zmiłuj się Panie, pomóż nam!Czego chcesz, Taniu, zaraz dam...Chcesz? Świętą wodą cię pokropię...Ty masz gorączkę... »To nie znak

Choroby, nianiu!... Kocham tak!«— Zmiłuj się, Panie. Złe wnet stropię!I niania, dziewczę ustrzedz chcąc,Żegna je starą ręką, drżąc.

»Ja kocham! Modlić się nie pora!Mnie nie pomoże krzyża znak!«— O nie, kochanie! jesteś chora!»Daj pokój, nianiu! Kocham tak!«A tu księżyca popielatyBlask się zakradał do komnaty,Srebrzył na oczach ślady rosI rozpuszczony ciemny włos;I w siwych włosów lśnił promyku,Który z pod chustki starej zbiegł;I tak Tatjanę blask ten strzegłI starą w ciepłym kaftaniku...I tak ta srebrna cisza drga,A w niej się chwieją cienie dwa...

Tatjana milczy... głowę ściska...Patrzy w promienia srebrną nić...Wtem nowa myśl w jej duszy błyska...— »Zostaw mnie samą, nianiu... Idź...»Wprzód papier, pióro dasz mi może...»Stół przysuń... Wnet się spać położę..

»Idź teraz!«... W ciszy skrzypną drzwi...Tatjana sama... Miesiąc lśni...Pisze nad stołem pochylona,Wciśnięta we framugi kąt,I nierozważnych liter rządWchłania jej miłość... Blask już kona...Za oknem słychać wiatru świst...Skończyła... Komu poślesz list?!

Znałem piękności niedostępne,Chłodne i czyste, jako śnieg,Nieubłagane, nieprzestępne,Których nie pojmie nigdy człek.Dziwiąc się pysze, modnej pono,Jam przed ich cnotą przyrodzoną —Wyznaję — uciekł... Miałem sen:Zda się, żem czytał napis tenPonad ich brwiami — napis piekła:»Nadziei tu na wieki zbądź!«Bo grzechem dla nich — miłość tchnąć,Odstraszać ludzi — rozkosz wściekła.Nad Newą nie wypadło-ż wamSpotykać mnóstwo takich dam?

Znałem i inne, ach, ponętne,O ustach, pełnych mroźnych tez,

Egoistycznie-obojętneDla westchnień, hołdów i dla łez.Cóż kapryśnice wywołały?To, że wielbiciel ich nieśmiałyUciekał od surowych słów...Lecz te umiały przecie znówPociągnąć go choć iskrą żalu;Przynajmniej czasem mowy dźwiękSłodyczą drgnął, cokolwiek miękł...I na następnym zaraz baluSzaleniec zapominał skargI biegł w przepaści łamać kark.

Czyliż winniejszą jest Tatjana?Czemu?! — że nie wie, co to kłam;Że w blasku marzeń rozkochanaNie widzi na swem słońcu plam?Że sztukę ma w miłości za nic,Że w zaufaniu nie zna granic,Że ją porywa uczuć głos,Że ją obdarzył władny los —Umysłem lotnym, wolą żywą,Burzliwym wyobraźni tchem,Nieco dziwacznem myśli tłem,Sercem ognistem, duszą tkliwą?!...Któżby kamieniem rzucić śmiałZa lekkomyślny uczuć szał?!

Tylko kokietka chłodno sądzi...Tatjana szczerze kocha snać...Jak dziecię, sobą już nie rządzi;Miłości życie pragnie dać!Nie umie liczyć tak: odłożę —Wartość miłości tem pomnożę,Pewniej go schwytam w swoją sieć...Trzeba więc plan ostrożny mieć:Wprzód niepewności zmęczę noszą,Ambicję kolnę, w serce jadZapuszczę, struję widmem zdrad...Inaczej, nudząc się rozkoszą,Niewolnik nędzny — chytry wążGotów jest rwać kajdany wciąż.

Jeszcze mam trudność: chcąc ratowaćOjczystej ziemi drogą cześć, —By list Tatjany zacytować,Muszę... przełożyć jego treść!Ojczysty język słabo znała,Dzienników naszych nie czytała;By oddać płomień swoich snów,Nie chciała długo szukać słów;A więc — pisała po francusku...Z przekąsem precz!... sprawdziłem sam,

Że dotąd miłość naszych damNie oświadczała się po rusku...Pocztowa proza — otóż masz! —Nie dba o dumny język nasz...

Wiem: chcą nauczyć nasze paniePo rusku czytać... Oto bąk!Toć ja im wyrwać byłbym w stanie»Błagonamierennego« z rąk!Na was powołam się, o wieszcze!Wszak prawda? Te, co natchnień dreszczeBudziły w was, u czyich stópGorzeliście, jak ognia słup,Składając świetnych rymów tyle, —Czuły na sobie ostry szpon,Chcąc trafić w ruskiej mowy ton,Swój język przekręcały mile, —Do francuskiego miały gust:Ten, jak ojczysty, brzmiał z ich ust.

Strzeż Boże spotkać gdzieś na balu,Gdzie z gawęd wzlata czad i dym,Seminarzystę w żółtym szalu,Akademika w czepku pstrym.Jak bez uśmiechu buzi ślicznej,Tak bez pomyłki gramatycznej

Nie mogę ruskiej mowy znieść!Lecz oto słyszę — idzie wieść:Że nowe niewiast pokolenieWypieści ruskim wierszem słuchI gramatyczny stworzy ruch, —Błagania gazet mając w cenie!Lecz ja... ach, to nie moja rzecz!Z wiernością będę patrzył wstecz...

Niedbale-słodka paplanina,Źle wymawianych słówek żar,Co wszelkich reguł zapomina —Zawsze mieć będą dla mnie czar.Sił do pokuty nie nabędęI gallicyzmy kochać będę:Bogdanowicza wiersze wszakI stare grzeszki kocham tak.Lecz dość! Tatjany listem otoDawno przyrzekłem zająć was...Ba! radbym słowo cofnąć wraz:Coś mi nie pilno z tą robotą!Wiem, nowa moda dzisiaj drwiZ westchnień i piór à la Parni!

O »Uczt« śpiewaku z duszą smętnąGdybyś tu teraz ze mną był,

Prośbą bym znużył cię natrętną;Jabym cię błagał z całych sił, —Byś na czarowne swoje dźwiękiPrzełożył mej dziewicy jęki,Co w obcej mowie słodko brzmią...Gdzie jesteś? Przybądź! — Oto sąMe prawa — oddam je z pokłonem...Nie słyszy!... pośród smutnych skał,On, który poklask ongi brał,Dziś błądzi z sercem wyziębionem...W fińskiego nieba patrząc dal,Nie wie, że druha toczy żal!...

Leży przedemną list Tatjany...Świętości strzegę tej... z tych słówCzar wieje zawsze niespodziany...Czytam go... schowam... czytam znów..Kto włożył w pióro jej tę żałośćI taką słodką słów niedbałość?Skąd ten naiwnych westchnień plonI ten szalony wezwań ton,Co tchnąc słabością, moc posiada?Ja nie wiem!... Oto puszczam w światNiezręczny przekład, pełny wad...Żywego pędzla kopia blada,Melodya »Strzelca«, tylko żeW nieśmiałej uczennicy grze!...

LIST TATJANY DO ONIEGINA.

»Piszę do Pana — czegóż więcej?To jedno zdradza serca stan.Czy wydrwisz zapał ten dziewczęcy?Czy mnie ukarzesz wzgardą Pan?O nie! — w to wierzę najgoręcej,Że mi litości podasz znak,Że nie zostawisz Pan mnie tak...

A jam z początku milczeć chciała...Wierzaj: mojego serca ranNigdybyś nie mógł dojrzeć Pan,Gdybym nadzieję słabą miała,Ze zrzadka, choć w tygodniu raz,Poświęcisz nam swój drogi czas!Że głos usłyszę Twój przelotem,Rzucę Ci słówko, aby potemO jednem myśleć — dzień i noc —Aż przyjdziesz znów — tchnąć w serce moc!Lecz powiadają, żeś odludek;Nudzi Cię głuchy, wiejski świat;Więc Pana, ach! nasz skromny sadNie znęci wonią niezabudek...

Dlaczegoś Pan odwiedził nas?W tym zapomnianym kątku świata —

Nigdyby mi nie odkrył czas,Jak mocno serce w pierś kołata...I burzę słów niedoświadczonąCzas by uciszył — w życia śnie;Ktośby do serca przypadł pono,Cnotliwą matką, wierną żonąMogłabym zostać — kto to wie?!Inny!... Nie zmusi cały świat,Bym mu oddała duszę swoją!...Na Wyższej Radzie wyrok padł,To wola nieba: jestem Twoją!...Cały mój żywot był zadatkiemSpotkania naszych krewnych dusz;Bóg mi nie zesłał Cię przypadkiem,Do grobu Tyś mój Anioł-StróżZdawna mi sen Cię ukazywałI z niewidzianym łączył los;I cudny wzrok Twój mnie porywałI w duszy cudny dźwięczał głos!Lecz nie!... To nie był tylko sen!Gdyś wszedł, jam Ciebie wnet poznała,Jam zapłonęła, osłupiałaI w myśli rzekłam: oto ten!Wszak prawda? Muszę głos twój znać...To Ty mówiłeś ze mną w ciszy,Gdy szłam biednemu pomoc dać,

Gdy się modliłam, klęcząc w niszy,By w serce słodki pokój wlać!Czyś to nie Ty śród groźnych mgnień,Gdy nocą wzrok mój się wysilał,Wstępował w mgłę, jak miły cień,Nad mem wezgłowiem się pochylał?!Nie twój-że głos brzmiał dźwiękiem cytry,Szeptał, że przejdzie pora burz?...Kto jesteś?... Czyś kusiciel chytry,Czy dobrotliwy Anioł-Stróż?!Rozstrzygnij trwożne te zwątpienia...Może to wszystko jeden błąd,Okrutny błąd niedoświadczenia...I innym będzie Boży Sąd!Wszystko mi jedno!... Cały losSkładam w tej chwili w Twoje ręce,Ku Tobie z prośbą wznoszę głos:Ulżyj głębokiej mojej męce;Zrozumiej tylko: jestem sama,Nikt tu nie zajrzy w moją duszę,Mój umysł cierpi tu katusze,Dokąd się zwróci — wszędzie tama...Czyliż w milczeniu zginąć muszę?!Czekam na Ciebie w strugach łez...Ożyw mnie jednym oka rzutem,Albo złudzeniom połóż kresI zasłużonym raź wyrzutem!

Kończę!... I strach i wstyd mnie dręczy...Nie śmiem odczytać tego w głos...Za Ciebie honor Twój mi ręczy,Śmiało powierzam Ci mój los!«...

Tatjana wzdycha przy stoliku;Raz po raz list w jej dłoni drgnie,Na rozpalonym jej językuOpłatek czerwonawy schnie.Opada głowa ociężałaI zsuwa się koszulka białaZ prześlicznych ramion... Płynie czas,Promień księżyca całkiem zgasł,Przez mgłę poczyna jaśnieć niwa;Świt idzie na strumyka prógI w fali drży... Pastuszy rógZe snu mieszkańca wsi wyrywa.Już dzień... Obudził wszystkich blask.Tatjana nie wie, że już brzask;

Nie wie, że słonko jasno błyska...Znużona, snem żelaznym śpi,Pieczątkę rytą w palcach ściska...Lecz oto cicho skrzypią drzwi;To stara niania... Już przy pracy!Herbatę wnosi jej na tacy

I woła: Taniu! wstawać czas!Ba! uprzedziła wszystkich nas!Moja gołąbka już gotowa!O, ranne ptaszę... Wczora takBałam się, że ci czegoś brak...Zły wieczór!... Dzięki Bogu, zdrowa!Po takiej nocy choćby ślad!Gdzie tam! Tak świeża, kieby kwiat!

»Ach, nianiu!... prośba... mam życzenie«...— Kochanie moje, tylko każ.»Ach, nie myśl tylko... Podejrzenie ...Zrobisz to, prawda?«... — Otóż masz!Nie wierzą mi... Przysięgam przecie...— »Niech z listem tym twój wnuk w sekrecieIdzie do O... No, wiesz już kto!?Nasz sąsiad... Lecz zapowiedz to:Nikomu niech nie mówi słowa,Niechaj nie powie, list ten skąd«...— Komu, kochanie?... Zrobię błąd,Tak zesłabiała moja głowa,Sąsiadów różnych wkoło huk...Ktoby to wszystkich pomnieć mógł?

»Czyli nie możesz zgadnąć, nianiu?«— Kochanie moje, nie wiem, kto!...

U starej rozum stępiał, Taniu...A dawniej bystra byłam, ho!Pan rzeknie słówko, ja już skora...»Ach, nianiu, nianiu, czy to pora0 starych czasach teraz pleść?...No, widzisz, list ten trzeba nieśćDo Oniegina«. — Tera jasno!...Nie gniewaj się, gołąbku mój.Ja stara... A sąsiadów rój...Ot, znów ci liczka, Taniu, gasną!...»Idź, nic mi nie jest!« — Dałby Bóg.»Idź i niech zaraz spieszy wnuk«.

Dzień minął... Niema odpowiedzi...Nastaje drugi... Nic i nic!Od świtu Tania, milcząc, siedziI trwoży dom bladością lic.Do Olgi Leński przybył... OtoMatka jej pyta go: »A co to,Druh pański już zapomniał nas?«Tatjana drgnęła... »Ach, w sam razSpytała pani... Dziś przyjedzie —Rzekł Leński. — Ze mną jechać chciał,Ale robotę z pocztą miałI pewnie będzie po obiedzie«.Tatjana oczy spuszcza w dół,Jakby wyrzutem ktoś ją kłuł.

Był zmierzch... Na stole blask rozlewałSamowar, kipiąc. .. Jego warChińskie czajnika dno rozgrzewał...Wkoło się snuły kłęby par.Olga pospiesza wnet z posługą;Do filiżanek ciemną strugąLeje się płyn, wydając woń...Chłopak śmietankę poda doń...Tatjana stoi cicho, dyszeNa szyby okna ust swych tchem,I coś, porwana słodkim snem,Prześlicznym swym paluszkiem pisze;I widać na omglonem szkleLuby monogram: O i E.

Drży Tania, że ją zdradzą szpetnieŚlady na twarzy łzawych smug...Wtem tętent... Krew się w żyłach zetnie...Już bliżej... ścichło... Zdąża w prógEugeniusz. »Ach!« i jako łania,Przez drugą sień ucieka Tania,A z sieni na dwór, potem w sad...Wzdłuż ogrodowych biegnie krat,Głowy na chwilę nie odwraca,Obiegła mostki, bagna skraj,

Aleję do jeziora, gaj;Bzy łamie i do sadu wraca,Po kląbach depce i bez tchuKu małej ławce spieszy. Tu —

Upada.»On! Eugeniusz w domu!List czytał! jak mnie sądzi zeń?!«I serce pełne męki, sromu,Kryje nadziei mglistej cień.Drży cała... cała żarem dyszy.Czeka, czy idzie?... Nic nie słyszy.W sadzie służące pośród grządZbierały wiśnie... Parku kątRozbrzmiewał pieśnią nakazaną:(Nakaz ten cel osiągnąć mógł,Że pańskich jagód usty sług —Chciwemi usty nie zjadano;Bo usta musiał zająć śpiew...I na wsi dowcip rzuca siew).

»Hej, dziewice, krasawice,Gołąbeczki, kochaneczki,Rozigrajcie się,Rozbiegajcie się!

Zaśpiewajcie pieśńUlubioną swą!Oto chłopca wrazZwabcie pieśnią tą...Ledwie zwabim go,Zdala ujrzym go,Rozbiegniemy się,Zarzucimy go —Zarzucimy wiśnią,Wiśnią i maliną,Czerwonemi porzeczkamiZarzucimy ino!Nie chodź, chłopcze, podsłuchiwaćPiosnki tajemnicze!Nie chodź, chłopcze, podpatrywaćNasze gry dziewicze«.

Śpiewają... Tania mimowoliWsłuchuje się w ich dźwięczną pieśń;I czeka na to, że powoliUcichnie drżąca serca cieśń,Że twarz ochłonie rozpalona,Że się ukoi pierś wzburzona.Lecz nie pomaga parku chłód...Bardziej goreje twarz, niż wprzód.Tak, różnobarwnem skrzydłem drgając,Biedny motylek pragnie zbiedz,

A psotnik go nie przestał wlec;Tak w oziminie drży ów zającI głębiej chowa ciało w rów,Widząc przez krzaki błyski luf!

Wreszcie Tatjana lżej oddycha...Wstaje, przez mały idzie most...Lecz do alei ledwie scichaSkręciła — patrzy: przed nią wprostEugeniusz!... Idzie, błyszcząc wzrokiem,Jak groźny cień, ogromnym krokiem.Jakby się na nią ognia skrySypnęły... Stoi... Cała drży. —Lecz co się stało tam z wieczora,Jaki spotkania skutek był,Opisać nie mam dzisiaj sił;Po długiej mowie wytchnąć pora,Na spacer iść... Dość plecy giąć...Dokończę później jakośbądź!

Comments

Loading comments…