Pielgrzymi (Swinburne, 1899)

Translated from English by Antoni Lange

— Gdzie jest pani serc waszych, wy którzy idziecieZ pieśnią? Czy z żalu po tem, co było na świecie,Smutni tak — czy z tęsknoty za jutrznią, co będzie —Śpiewacie tak żałośnie naraz i weselnie?— Pani serc naszych ludzkie nie zobaczą oczy:Nie ma ona rąk, źrenic, warg ani warkoczyZłocistych, ani kształtu; lecz ten, co posiędzieJej miłość — wie, że piękno jej trwa nieśmiertelnie.

— Czyż to królowa, darów rozdająca skrzynie?— Tak, owo: ten, co ujrzał ją — dla niej jedynieŻyć będzie — i w cierpieniu — we łzach, krwi i pocieDla niej — męki nie syty — pójdzie po otchłaniach.A gdy mu umrzeć każe — tedy — umrze pewnieI wszystko drogie rzuci i da tej królewnieI nago pójdzie w słońca żarach, w śniegów słocieI życie swe przepędzi w wieczystych czuwaniach.

— Nie maż ona siedziby śród ziemskiego koła?— Wiek wieku pyta, naród narodowi woła:

Gdzie ona? a na krzyk ten nie masz odpowiedzi.Bo jeśli ona w duchu ludzkim się nie mieści,Jeśli niema stolicy w wnętrzu twego łona,Próżno śpiewać jej chwałę: dźwięk to pustej miedzi,Póki serce nie bije odczuciem jej treści.

— A czy nie żal wam życia słodkiego potoku?Bo śmiertelna wyrocznia płonie w waszem oku,Hieroglif smutku, piętno wielkie a ogniste,Że w życiu waszem niema wczasu ni spocznienia,Miłości prostej, uczuć żywych i serdecznych,Przyjaźni, snów rozkoszy ani chwil bezpiecznych?— Niema, tak! Dla nas tylko oblicze jej czyste —Jasny wzrok — i ożywcze a płodne jej tchnienia.

— Ale wy wszak umrzecie, nim jej tron ujrzycie.— Pewnie — i odrodzony w słonecznym rozświcieGlob bez nas płynąć będzie — gdy my legniem w grobie!Lecz jeśli ona żyje i ziemię porusza —Jeśli stary świat zerwie wszystkie stare pęta:Toć przez nas owa jutrznia odrodzin poczęta.My nie umrzem. Żyć będziem, pełni szczęścia w sobie —Bo życie krótkie — śmierć zaś słodko wita dusza.

— A ludzie was zapomną. — Ale my na wiekiStaniem się częścią globu, oceanów rzeki —Częścią eteru, ognia, który w ziemi płonieI wszystkich rzeczy dobrych; w każdem uderzeniuLudzkich serc — będzie drgała krwi naszej kropelka —Jak w waszych bije pulsach — niewygasła, wielkaKrew zmarłych, co wszczepili żądzę w naszem łonieBy ich ognistym śladem iść w rozpromienieniu.

— Lecz wypić moglibyście z rozkoszy kielicha!Szalony teraźniejszość kwiecistą odpychaI zamyka się w jutra tchnieniu lodowatem,Gdy oto matka, ojciec, brat wasz, siostra waszaI ta wybranka wasza, wasze ukochaniePójdą w proch — i z nich śladu, jak z was nie zostanie.— Zostanie ta, co była nam jedynym światem,Razem siostra, kochanka, razem matka nasza.

— Wartoż ofiar, by nagród doczekać tak małych?Patrzcie! zamarłe usta wieków osiwiałychW przeszłości swej zasnute, jak w wiecznej ciemnicyW pozaświatowych mrokach — w mogiłach zamkniętychDrwią z was, wiedząc, jak wielu mówiło też słowaI upadli — upadli — i zmarłych grób chowa!Wstaniecie-ż wy, gdy tamci nie wstali z martwicy?— Nie my — lecz ona! Dla niej nie żal być z wyklętych.

— Nie jesteście-ż zmęczeni? duch wasz nie zamiera,Widząc, jak noc z kolei — noc, dzień — dzień pożera,Chwila chwilę w bezsennym ogniu jak pochłania?Bezsenni! kiedyż do snu zamkniecie powieki?— Znużeni my! Omdlewa serce, mózg, dłoń, nogi —I pewnie senby dla nas nad wszystko był drogiNad wszystko — prócz strasznego tego pożądania,Które, gdy kto raz odczuł, będzie czuł na wieki.

— Tak lubą wam, że za nią gonicie wyschnięci —Tak pewną, kiedy próżne wszystkie ludzkie chęci —Mara ta: by w orkanach uzdrowienia cuduSzukać — złamanym sercom i grzbietom ugiętym?

— Gdyby żywot nasz ślepy był, a śmierć jałowa,Dumna nadzieja świata przecież się zachowa.Człowiek się do człowieka, lud zwróci do luduI żywe będzie żywem, słowo święte — świętem.

— Omijajcie nas zatem — i płyńcie swą drogą.Jakież światła po śmierci zabłysnąć wam mogą?A gdy świt zajaśnieje, dowiecie-ż się w grobie?A gdy człowiek zwycięży, gdzie wam posłać gońca?— Dość jest światła na miarę jednego żywota,Ludzie mrą, nieśmiertelną — człowiecza istota.My ludzie śmierć ponosim, siejąc w nocy dobie,By człowiek w dzień się żywił, żął i żył bez końca.

Comments

Loading comments…