Dwaj skazańcy

DWAJ SKAZAŃCY.

Widziałem dwóch skazańców, co na swem uboczuWysłuchali wyroku pod bagnetów strażąI na tłum zgromadzony patrzyli bez oczu,Jak ślepiec, kiedy zmierzchu wypatruje twarzą.Jeden z nich, licząc jakieś ubiegłe godziny,O widzenie się z ojcem poprosił nieśmiało,A drugi wnet zawołał: „Ja nie mam rodziny!”A miał ją, lecz mieć nie chciał... Tak mu się zdawało.

Śnili teraz, że chata, niegdyś ludna, traciIch ciała, bezpowrotnie wyszłe z jej alkierza.Czuli próżnię na miarę wzrostu swych postaci,Jak klatka, z której nagle wypłoszono zwierza.Jeden z nich, zapatrzony w strzęp własnego cienia,Chciwie wody zażądał wargą obolałą,A drugi wnet zawołał: „Ja nie mam pragnienia!”A miał je, lecz mieć nie chciał... Tak mu się zdawało.

Comments

Loading comments…