Gwiazdy (Leśmian)

GWIAZDY.

Tej nocy niebo w dreszczach od gwiazd mrugawicyKołysało swój bezmiar w sąsiednie bezmiary,To w próżnię swe radosne unosząc pożary,To zbliżając je znowu ku mojej źrenicy.

Patrzę, niby przez nagły w mej ślepocie wyłom,A światy roziskrzone — zaledwo na mgnienieOdsłaniają mym oczom, jak nieba mogiłom,Dalekie, zatajone w srebrze ukwiecenie.

Odsłaniają swe jary, wzgórza i parowy,Już z jednego szum borów płonących dolata,Z drugiego — cisza grobów, a z trzeciego świata —Krzyk o pomoc i zawiew południa lipcowy.

Zasłuchany, wpatrzony stoję tak do świtu,Aż niebo wron zbudzonych przesłoni gromada,Gwiazdy giną w jaśnistych roztopach błękitu,I gąszcz rosy na rzęsach zbłyskanych osiada.

Skroń znużoną pochylam do stogu na łące,Garścią rozćwierkanego rojem świerszczów siana

Rzeźwię oczy, smugami gwiazd jeszcze gorące,I do snu odniałego padam na kolana.

I śni mi się i trwogą uderza do głowyKrzyk o pomoc i zawiew południa lipcowy.

Comments

Loading comments…