Południe (Leśmian)
POŁUDNIE
Obłok blaskiem sam siebie zaćmiewa w upale,Dno błękitem przeciera, lub nie ma dna wcale.Rumianek, co w tych żarach biel gubi cudacznie,Trzykroć w nic się odzłoci, nim kwiatem być zacznie...Płat murawy od wzgórza całą źdźbeł bezsiłąZielenieje mi w oku — w skrócie i pochyło...Głos od brzmienia własnego w tej ciszy odwyka,Nie chce mu się być głosem — bez żalu zanika.Drwal, nogi rozkraczywszy, z zadumą snu szczerąW pień uderza zbłyskaną od słońca siekierą.Echo się do uderzeń opóźnia o mgnienie,A ja właśnie to drobne chwytam opóźnienieI, nim odgłos siekiery osobno dolata,Całe niebo przeżywam i zwiedzam pół świata!W tych przerwach między echem a ciosów bezgwaremDusza moja, z niczego zrodzona nad jarem,Szuka wolnej umieszczki dla trwania na nice,Dla istnienia naopak, dla tchu — w tajemnice!Nie wie o tem siekiera, że w ten dzień słonecznyPracuje na baśń moją, na mój żywot wieczny!I że w jedną jedyną bezbrzeż się zespalaJej połysk i pnia wygłos — mój sen i ruch drwala!Że echo do uderzeń opóźnia się czaru,By snom dać krztynę czasu na wstęp do bezmiaru!
Comments
Loading comments…