Pośpiech (Leśmian, 1907)

POŚPIECH.

Gdy zorza do poddaszy czatowni nadchmurnejZ poza kraty szyb błyśnie, jakoby z za krzaka,Ich mieszkaniec, dla nizin podobny do ptaka,Opuszcza swój gołębnik wyniosły i górny.Gnany złudnych pośpiechów natrętną ostrogą,Która dzwoni wesoło, a krwawi boleśnie.Biegnie w świat, że m u w szybie zapłonął, jak we śnie,Kłamiąc oku skróconą w szyb ślepocie drogą...Zda się, iż o tej właśnie, a nie innej porzeDano mu, badaczowi swej własnej mitręgi,Stopą, ścieżyn igraszką, wbiedz na widnokręgiI całym widnokręgiem zawładnąć w przestworze!Po skałach urojonych, wśród marzeń rozłamówZbyt pośpiesznie się skrada, zbyt trwożliwie płoni.Jak kochanek przed schadzką, lub podpalacz chramów,Mdły ogień unoszący w półcieniu swej dłoni...Dokąd śpieszy wieczorem on, co nawet w nocyNic niema do szepnięcia, nic do podpalenia!Czy do chłodów ołtarzy? czy do zórz olśnienia?Czy do zdrojów miłości, wrzących od niemocy?Nie! on niegdyś, snów pierwszych złudzony jałmużną,Ujrzał siebie gdzieś — w ledwo stworzonym zaświecie,I teraz niespokojny, raz jeszcze, napróżnoSam do siebie się śpieszy! Wy mnie rozumiecie?..

Comments

Loading comments…