Pociemku...
* *
Pociemku, pociemku łkasz,Bezradność twych łez rozumiem!Schorzałą śmiertelnie twarzRadośnie całować umiem.
Do końca nie zbraknie mąk,Do końca wystarczy mocy!Zmarniałych, zmarniałych rąkPotrafię pożądać w nocy!
Oględnie z rozkoszy mdlejTą piersią, co z trudem dyszy!Do śmierci, do śmierci twejWraz z tobą nawykam w ciszy.
Comments
Loading comments…