Przedwieczerz (Leśmian)
PRZEDWIECZERZ
To nie wieczór, choć oczy zawczasu się żalą,Że — co było pobliżem — wnet będzie oddalą.I nie szepty, lecz cisze mijają się wzajem, —W ich mijanki cień patrzy z parowu za gajem.
Ogród nawrzał zielenią już inną, już nie tą, —Zamrugany naprzemian słońcem i sztachetą.O, teraz stwierdź coprędzej nietutejszość kwiatów,Gdy trawniki coś mają z obczyzny zaświatów!
To — nie sen, lecz kurzawa gmatwa się z pogodą, —Już w stawie nierozpoznasz tej wody pod wodą...I nie smuga na rzęsach, lecz w cieniu zdrobniałyLiść na dębie zwieczorniał, choć dnieje dąb cały!
I nie śmierć, ale studnia, gdzie mrok dno pomylił,Chce, byś, idąc, skroń ku niej bezwolnie nachylił...I nie szkarłat, lecz sama możliwość szkarłatu,Niepokojąc obłoki, narzuca się światu.
Comments
Loading comments…