Schadzka (Sad rozstajny)
SCHADZKA.
Czy nie słyszysz, jak obłok porusza się senny?Jak noc ciszą pogłębia dna ciekawy strumień?A w alejach szeleści niepokój płomiennyKsiężycowych powikłań i nieporozumień...
Śpiesz się, dziewczę, spragnione pieszczoty bezkreśnej!Śmierć i miłość zna tryumf umówionych godzin!Twój kochanek cię czeka od dnia swych narodzin,Wierny tobie współtrwogą, tęsknotą — rówieśny!
Niech twe lico dla niego zakwitnie różowiej,Niech osłabną ramiona, białych piersi stróże!Burzą włosów upojnych marzenia mu owiej,By miał w życiu tę jedną, nie wrogą mu burzę!
Lecz nic nie mów o sobie — czemu tak nieznana?Skąd przybywasz i dokąd odejdziesz za chwilę?I dlaczego twe nogi tak we krwi i w pyle,Że całować je mało od nocy do rana?
Ani jego nie pytaj, dlaczego spotkanieTak opóźnił? Dlaczego oczyma nie śledziTwych oczu? I czy kocha? Bo wszelkie pytanieJest wrogiem mimowolnym własnej odpowiedzi!...
Milcz i całuj! — Milczeniem pieszczota się krzepi,I niezgorsze wesele tkwi w dobrej żałobie!Wszak nie można się kochać żarliwiej i ślepiej,Jak tak właśnie: nic wzajem nie wiedząc o sobie!
Comments
Loading comments…