Tęcza (Leśmian)

TĘCZA.

Słychać go było, jak po młodem życieBiegł coraz śpieszniej — ciepły deszcz majowy,Zbryzgany słońcem, co przez obłok płowyWzdłuż mu kropliste rozwidniało nicie.

Pyląc, uderzał w piach drogi spróchniały,Poszperał w krzaku, co lśniąc się kołysze,Strącił liść z wierzby, przyciemnił głaz białyI ustał, w nagłą zasłuchany ciszę.

Teraz mu patrzeć, jak wierzchem obłokuTęcza, bezmiary objąwszy, rozkwita,Poprzerywana i niecałkowita,Jakby się śniła zmrużonemu oku.

Aż, luźne znikąd jednocząc migoty,Nagłą zawisa po nad światem bramą,By ci przypomnieć, że zawsze tak samoTrwasz w każdem miejscu u wnijścia tęsknoty.

By ci przypomnieć, żeś z duszą, snem zżartą,Wpatrzony w bezmiar, wsłuchany w swe dreszcze,Wszedł do tych światów przez bramę rozwartą,Co się za tobą nie zamknęła jeszcze.

Comments

Loading comments…