Uczta (Leśmian, 1907)

UCZTA.

Nieco drwin i objawień i nieco bezczasuW mroku czujnych podziemi — a uczta gotowa!Tak sic schodzi samotnych ciżba pogrobowaNa obrzęd wspólnej ciszy, wspólnego hałasu.Tu — w tem gnieździć, zbyt twardem dla piskląt porodu.Każdy resztę swych braci wzrokiem niepokoi,Aby zbadać, czy giną, jak mężom przystoi:Nie bez szczęku zbroicy i nie bez powodu...Ci, co wpośród ginących z wytrwałości słyną.Lubią skrzydłem zaszumieć, jak czarty łub ptaki, —I, ssąc wargą królewską bylejakie wino,Zezem duszy pochwycić sen nie bylejaki!Gdyż oto zachowali przebiegłe za stołemPuste miejsce w nieznacznym na pozór uboczu

Dla gościa, co przybiegnie z wieńcami nad czołemI rozwidni podziemie błyskawicą oczu!Znany w gronach aniołów z upojeń i śmiechu,Tępicie! żmij na słońcu, wesela podczaszy, —Szmer pokątny skinieniem swej fletni wystraszyI przywróci dźwięk czysty wszelakiemu echu.Znawca uczt doskonałych, przodownik marzenia,Nie mogąc ucztujących odróżnić od chmury, —Każe dzwonić kielichom godzinę zbawieniaI napełni je winem, starem jak lazury!Lecz próżno, gdy ich wabi mgła widzeń słoneczna,Nasłuchują, azali podwojów ościeżeZe snów rdzawych zbudzone — skrzypną swoje: „wierzę!“Gość nie przyjdzie — a uczta dla smutnych zbyteczna...

Comments

Loading comments…