Zbój
ZBÓJ
Przez śnieżycę, co, wyjąc, powiększa przestworza,Zbój się skrada — w nawianej puszyściejąc bieli...Nie masz prawa sięgania do ludzkiej gardzieli!Mam — prawo noża!
Pcha go naprzód w mrok pusty wicher i nadzieja...Stanął nagle, jak gdyby z durną zmorą zszedł się.I oczy, zaszronione nieściśle, rozklejaI patrzy przed się.
Z cieniem, który ułomnie zboczony na murzeNa przelewne ramiona wdział czapę bez głowy,W sztywnym brzasku latarni piętrzy się w mundurzePosterunkowy.
Księżyc na chmur czuprynę wyplusnął dzban mleka,A Bóg żywcem uchodzi w śnieg, w chłód i w zawieję.Zbój krzyczy: «Panie Chmura!» — i w nicość ucieka,A on — olbrzymiejąc — poważnieje...
Comments
Loading comments…