Bal maskowy
Jan Bielecki (1894)
Oto ubogie szlacheckie komnaty,Skromne jak niegdyś naszych przodków życie.Ściany drewniane, po ścianach obicie,W różne obrazy, w różne chińskie kwiaty.5Straszne jak mary, które roi dziécie,Z ram poczerniałe patrzą antenaty.A przed obrazem jedna lampa płonie,Gdzie Matka Boska w gwiaździstéj koronie.
Noc nadchodziła, mrok zapadał szary;10Lecz budzą ciszę wieczornéj godzinyGłośném wahadłem po ścianach zegary.A na dziedzińcu lipy i osinySzumiały smutnie — i gdzieś między szparyŚwiérszcz się odzywał — I pies, stróż rodziny,15U wrót podwórza nieraz się odwoła,Na psów szczekanie z pobliskiego sioła.
Siedziała Anna, przy niéj Ojciec staryOtwiéra świętych poważne żywoty,I czyta głośno, a spokojność wiary20Jak dészcz wiosenny krzepi bujną niwę,Zamienia rospacz w uczucie tęsknoty,I łzy zamienia w płacze nieszkodliwe;
Jako płacz dziecka, kiedy roskwilone,Ściga za matką, chwyta za kraj szaty.
25Wtém zaszczekały brytany zbudzone,I nagle drzwi się otwarły komnaty.Wszedł mały karzeł — czapkę miał na głowie,Brzmiącą dzwonkami, obszytą w galony,I rzekł: „Niech będzie Chrystus pochwalony!”30— „Na wieki wieków” starzec mu odpowie.A karzeł znowu nisko schylił głowy,I rzekł: „Sieniawski, Pan mój na Brzeżanach,Dziś mnie posyła po paniach i panach,Jutro was prosi na swój bal maskowy.35Jutro do zamku tłum się wielki ściąga,A wszyscy w dziwne przybrani maszkary.” —— „Ha! precz mi z oczu!” Krzyknął Cześnik stary,„Precz! pan twój z nędzy, z łez naszych urąga!Precz! bo na Boga”.. Lecz nie skończył mowy,40Upadł na krzesło i zdięty niemocą,Już gniewu swego nie mógł wywrzéć słowy...
Była to straszna chwila przed północą.Wokoło słychać nocnych kurów pianie,I psy szczekały co wrót chaty strzegły.45Znagła zadrżały obrazy na ścianie,Znów się drzwi domu na ścieżaj rozbiegły:Wszedł blady człowiek — lecz na powitanieJak zwykle Boga imienia nie chwalił;I opatrzone w pieczęć zawinięcie,50Złożył na stole i sam się oddalił.
„O córko! córko! to Jana pieczęcie!”Wykrzyknął starzec, wosk rozłamał kruchy,I znalazł słowa: „Anno! bądź na balu...”A daléj szaty z tureckiego szalu,55Wielkie ze złota ulane łańcuchy,Brylanty lśniące jak gwiazdy w noc ciemną,Perły daleko łowione w Basorze.Anna spojrzała i zbladła: „O! BożeZmiłuj się nad nim — zmiłuj się nademną.
60Jak cudny obraz oczom się odkrywa!Czy Zygmunt z grobu wstaje, tron zasiada?Czy znów z Wenecyi, co po morzu pływa,Do Polski wnosi karnawału święta?...Odkąd Batory sławną Polską włada,65Polak się bije, zabaw nie pamięta.Snem mu się zdają te świetne Brzeżany.Oto są złote Krakowskie komnaty,Podobne kształtem, złoconémi ściany,Strojne w atłasy i drogie bławaty.70Oto jest zgraja Królewska barwiona,Szaty ma cudne, dorobione twarze;Weszli na salę... Ale gdzież jest Bona?Może truciznę podaje Barbarze?...
Snują się tłumem, pomiędzy kolumny75Ujrzysz tu wszystkie zwyczaje, narody.Patrz! oto piórem błyska hiszpan dumny,Nadto poważny, chociaż jeszcze młody;Krzyż ma na piersiach, jak obrońca wiary,Krzyż ma na piersiach i szablę szlachcica;80A w ręku jego drżą stróny gitary.
Patrz! oto w czarnéj zasłonie dziewica,Z różanym wiankiem, a przy niéj młodzieniec.Oboje widać z wysokiego stanu;Ona zbiérała w Neapolu wieniec,85On się urodził w Rzymie Oceanu.A pieśni majtków i szum cichéj faliUkołysały umysł jeszcze młody;I rzucił ślubny pierścionek do wody,Poślubił morze i jak Tas się żali.
90Lecz w jedną stronę zbiegł się tłum balowy;Dziwna tam maska! dziwne jéj ubiory!Kaszmirska szata w cudne szyta wzory,Od szaty bije blask dyamentowy,We włosach toną przepaski z korali...
95Wnet się rozlega szmer wielki po sali,Kto jest ta maska?... Sam król nasz BatoryNiéma tak wielkich brylantów w Krakowie,W skarbcu królewskim... Kto jest ta dziewica?...Próżna ciekawość, pod maską jéj lica,100Ani się słowem wydała w rozmowie.
Comments
Loading comments…