Cmentarz (Ostrowska)

CMENTARZ.

Kiedy się cisza z mrokiem zaplotą w uścisku,Szare lelki zmierzchnice bezszelestną zgrająNa jednem opuszczonem dawno cmentarzyskuPonad groby zapadłe jak widma latają...Czasem skrzydło ich jaki krzyż pochyły muśnie,Że stary krzyż się zbudzi, skrzypnie i znów uśnie.

Takie stare, drzemiące, pochylone krzyżeZasnuły się wokoło oprzędzą pajęczą;Dzień przędziwa te szare rozpłomienia tęczą,A noc miesięczna na nie swoje rosy niże,A te rosy perłami spadają na grobyNiby łzy nieobeschłe wieczystej żałoby.

Tam osika trwożliwie liściami trzepocze,I powtarza za wiatrem swój pacierz żałosny,Chwieją się rozczesane białych brzóz warkocze,A płaczące żywicą pogarbione sosny,

Rdzawe konary swoje podnoszą w niebiosy,Jak człowiek, który w bólu targa dłonią włosy.

W dole u stóp cmentarza jar głęboki leży,A na nim niekoszona trawa się kołysze,I pod wiatrem tak zda się niby woda bieży,Garnąc się bujną falą w blask słońca i w ciszę,Że rozbujana taka i drżąca na jarzeZdaje się płynąć w bezmiar i ginąć w bezmiarze.

Tam w górze opuszczone mogiły samotneŚpią pod wielką cichością i wielką tęsknotą,Nad niemi zgraje lelków kołyszą się lotneI opary pustkowia w gałęziach się plotą,A z pochylonych krzyżów wieczorną godzinąRosy na pajęczynach zwisają i płyną.

Zaś w dole ona trawa, która w sobie płynie,Gdy wielkie skrzydło wiatru o fale jej trąca,Szeleści szmerem świerszczy w zielonej głębinie,I jest jak dziwna rzeka, wieczyście się rwącaDo głębin mórz tajemnych daleko, daleko,Gdzie wrosłe w ziemię fale szmaragdami cieką.

Comments

Loading comments…