Koło święconej kredy I

Opisano wkoło mnie koło kredą święconąNa przeszłość zapomnianą, na przyszłość zatraconą,By mię objęło kręgiem, jak szklany nurka dzwon,Koło nieprzekraczalne, koło nieodwołalneJak zgon.

Jestem teraz jak nurek w oceanowej głębi,Kędy się niema walka potwornych potęg kłębi:Święconej kredy koło sklepiło ślepy krąg,Co się namiotem dzwonu w kolisty ekran sprzągł.A za nim widzę mętnie, jak wielkie chińskie cienie,Człowiecze żywe życie — i walkę — i cierpienie.

Jestem w zaklętem kole Świętego ŚwiętychNa krześle giętemPrzy kaloryferze,W giętych krzeseł szpalerze,Pod elektrycznemi świecami.Przedemną ołtarz, gdzie patrzę zkoleiNa fabryczny krucyfiks, na sztuczny cyklamen,Na tablice z przykazaniamiNiezłomne:„Nie pluć“. „Nie żebrać“ i „Strzec się złodziei“....Strzec się złodziei...Amen. Amen. Amen.

Dosyć! Widzę! Wiem już. Nie zapomnę.Umówmy się, że tak jest. Umówmy się, że tak jest.Wszystko można zastąpić na świecie.Chodzi tylko o formę. Chodzi tylko o gest.Wy nikomu nigdy nie powiecie,Nie powiecie nikomu ani wy, ani ja,Że nas pustka dławi za gardło,Że z koła świętej kredy, jak z pod klosza ze szkła,Wytłoczono powietrze do dna, do dna, do dna —I rzeczywistość — umarła.

Niema rzeczywistości. Niema prawdy i treści.Są tylko puste kształty, w których się nic nie mieści.Jak dziecinne wydmuszki, jak ślimacze skorupy,Puste chodzące trumny, puste chodzące trupy.I jako muszle w górach, świadczące wielkie słowa,Że i tu niegdyś grzmiała fala oceanowa.

Ale odeszła precz z rykiem zwycięskich surmGdzieś poza nami zdala,Z pobojowisk i turm wychynięta na szturm,Plująca i żebrząca i kradnąca fala.

I tylko koło kredy ugina się i drży,Jak szyby miejskich piętr,Kiedy wóz motorowy przejeżdża ulice.

Czekam, jak spadły nurek w śmiertelnej rozterce,Aż krąg wód, niezbłagany i mocny, jak śmierć,Zmiażdży kłamane sny,Kaloryfer, krzesełka i święte tablice,I oprze fale życia o swój własny centr,Punkt, skrę rzeczywistości, co mi pali pierś: —Moje serce.

Comments

Loading comments…