Dante — całość

Wieczna światłości, wskrześ z mojego duchaCząstkę płomienia na twe podobieństwo;Zapal mój język, aby choć w iskiercePrzekazał przyszłym pokoleniom gwoliChwałę płomiennej twojej aureoli,Aby przez trochę wrażeń z mych uniesieńPrzez trochę dźwięków, odbitych z mych piesieńŚwiat łatwiej pojąć mógł twoje zwycięstwo.

(Boska Komedya — Raj p. XXXII).

W ciągu czytania nieraz oczy naszeZbiegły się z sobą i twarze pobladły...Zgubił nas w końcu jeden uśmiechustęp mały:Gdyśmy czytali, jak ustępuśmiech rozkoszyStłumił całunkiem kochanek namiętny, —Ten, co bodajby nigdy mnie nie rzucił,Usta me cały ucałował drżący...Księga i pisarz Galeotem były...Jużeśmy w dniu tym dalej nie czytali!...(Piekło p. V).

Ciesz się, Florencyo! bo tak jesteś wielka,Że ląd i morze objęłaś skrzydłami,I w piekle imię twe szeroko słynie!W ciżbie złodziejów pięciu twoich synówZnalazłem także!(Piekło XXVI).

Tak Gwido wydarł drugiemu GwidowiPalmę nadania prawa językowi:A może gdzieś już narodził się trzeci,Co spędzi obu i w gniazdo ich wleci.

Co w PaździernikuSprzędziesz, — nie starczy do pół Listopada!Ileż-to razy, wspomnij, w krótkim czasie,Zmieniłaś prawa, monetę, urzędy,Zwyczaje nawet, — odnawiałaś członki!...Gdy widzisz jasno i dobrze pamiętasz,Uznasz, że jesteś jak niewiasta chora,Co, nie znajdując spoczynku w pierzynie,By ulżyć męce, przewraca się ciągle!(Czyściec, p. VI).

Tu se’ lo mio maestro e il mio autore:Tu se’ solo colui, da cui io tolsiLo bello stile, che m’a fatto onore.

Tratto t’ho qui con ingegno e con arte.(Wiodłem cię tutaj rozumem i sztuką)!(Czyściec XXVIII).

Boć niema miejsca innego to nieboPrócz myśli Boskiej (R. XXVII).

W wieczności swojej bez miejsca i czasuWedle swej woli Miłość wiekuistaW nowych miłościach objawiła siebie. (R. XXIX).

Z każdego dołu wyzierały sineDziwnej postury piszczele grzesznikaUtkwione w jamie po samą pęcinę.Od płomiennego lizane języka,Wywężały się te ciała kawalce,Że mogły zerwać rzemienie i łyka.

Z ócz tryskające dwa strumienie ciepłe,Na twarz się tocząc, stygły i w powłoceLodu na klamry wyrastały skrzepłe.

W połowie drogi naszego żywotaW pośród ciemnego znalazłem się lasu,Albowiem z prostej zbłąkałem się ścieżki.O, jakże ciężko teraz wypowiedziećJak ten las dziki, gęsty i ponury!Wspomnienie samo wznawia strach okropny,Że śmierć zaledwie okropniejszą będzie.

Lód, który ściął się wkoło serca mego,Tchnieniem i wodą stał się, i z mej piersiZ bólem się wylał przez usta i oczy.

Czas jakiś licem wspierałam go mojemI, młodociane ukazując oczy,Wiodłam go z sobą torem prawej drogi;Lecz skoro tylko stanęłam na proguDrugiego wieku i zmieniłam życie,On mnie odbieżał i oddał się innym.

Stan zatraconych pokazać mu ludów;Dlategom progi zmarłych nawiedziła

I z płaczem niosła prośby me ku temu,Który go na te wprowadził wyżyny.Złamanym byłby wielki wyrok Boga,Gdyby kto Letę przebył i skosztowałWód jej, jeżeli nie złożył opłatyŻalem, co hojne łzy wylewać każe.

Pokrywa żalu piekła mię tak srodze,Że ze wszech rzeczy, ta, która najwięcejMiłość ku sobie pociągnęła mojąNajwięcej mi się nienawistną stała,A serce taką ubodła zgryzotą,Żem padł zemdlony.. co się ze mną stało,Wie ta najlepiej, która to sprawiła.

Zwróć, Beatrycze, zwróć twe oczy święte(Brzmiała ich piosnka) na wiernego sługę.Co tyle drogi odbył, by cię widzieć!Racz, z łaski swojej, łaskę nam okazać,Odsłoń dla niego usta, aby poznałDrugą twą piękność, którą przed nim kryjesz.

Przystaje teraz pozbyć się lenistwa,Bo, siedząc w pierzu i kołdrą nakrytyNikt jeszcze nigdy nie doszedł do sławy;A ten kto bez niej trawi życie swoje,Taki na ziemi ślad po sobie rzuciJak dym w powietrzu lub na wodzie piana.Wstań więc i niemoc zwalcz potęgą ducha,Który zwyciężyć winien w każdej walce.

Jeśli się zdarzy, że Poemat święty,Co doń swą rękę przykładały społuNiebo i ziemia, który przez lat wieleNiszczył me ciało, przezwycięży kiedySrogość okrutną, co mi drzwi zamykaPięknej owczarni, gdziem spał jak baranek,Wróg wilków, którzy wojną ją pustoszą, —Z innym już wtedy i głosem i włosem,Wrócę, Poeta, i nad mą chrzcielnicąLaurowy wieniec włożę na me skronie.(Raj. p. XXV).

Z złota i srebra zrobiliście Boga:Czemżeście różni dziś od bałwochwalców,Jeżeli nie tem, że oni jednemu —Wy stu bałwanom pokłon oddajecie?(Piekło XIX).

Chrystus Pan nie rzekł pierwszym Apostołom:Idźcie i światu ogłaszajcie brednie.................

Dziś idą kazać zbrojni dowcipamiI błazeństwami, i byle się dobrzeLudzie uśmieli, — kaptur się nadymaI nikt od niego nie wymaga więcej.Lecz gdyby wiedział lud jaki to ptaszekW najgłębszym kątku kaptura się gnieździ,Poznałby, jakim zaufał odpustom.Przez nie to głupstwo tak na ziemi wzrosło,Że bez żadnego świadectwa dowoduTłum się do wszelkiej obietnicy garnie.Tem-to się tuczy ów wieprz Antoniego,I wielu innych gorszych niźli wieprze,Płacąc fałszywą bez stępla monetą. (Raj XXIX).

Wolę piekło Danta:Właśnie je czytam podług nowych kluczy,Które przyczyną może będą schizmu,Mówiąc, że Dant chciał republikanizmuI w poemacie używał językaSekretnych związków. A gdy tajemniczeKładł majuskule, to podług krytykaNa końcu rymu położone B. I. C. E.Wcale znaczyło co innego w pieśni,Niż Beatrice. (Podróż na Wschód).

Ma quella reverenza que s’indonnaDi tutto me pur per B per I. C. E.

Pape Satan, Pape Satan aleppeznalazł: Pesa, pesa tanta pena pel Papa.

Więc chlubą ci będzie,Żeś był sam przez się stronnictwem dla siebie.(Raj XVII).

Do nieba wzbijał się nadludzkiem męstwem,Był nowym Prometejem nowym ludziom,Szafarzem bogom wydartego skarbu.

Stamtąd wzdychania, żale i okrzykiSzumią wśród nocy bez gwiazd i księżyca;Słucham i łzami nabiegła źrenica.

Okropny hałas, tysiączne okrzyki,Wybuchy gniewu, szlochania boleści,I wycie mężów, i lament niewieści.

Zgiełk przeraźliwy tak rozlicznych wrzaskówTo wre naprzemian, to się społem zetrze,Jako tumany afrykańskich piasków,Kiedy się zerwą i zmącą powietrze.(Przekład A. Mickiewicza).

Gdy mi to jeden z duchów opowiadał,Drugi tak szlochał, że litością zdjętyTraciłem zmysły, jak gdybym umierał,I padłem jako martwe ciało pada.

O, niewolnico, Italio biedna,Gospodo balu, nawo bez sternikaW czas burzy wielkiej, już nie ziem królowo,Jeno siedzibo wszelkiego nierządu!(Czyściec VI).

Przeze mnie droga w miasto utrapienia,Przeze mnie droga w wiekuiste męki,Przeze mnie droga w naród zatracenia.

Per me si va nella città dolente,Per me si va nel’ eterno dolore,Per me si va tra la perduta gente.

Mój widok sądem jest, mój płacz przeraża,Umarli co mię zobaczą, nie zasną:Bóg może nawet twarz odwróci jasnąNa blask boleści, który ze mnie strzela.

Widziałem rzeczy straszne i żałobne,Widziałem ludzie do wężów podobneI zrastające się ich ciała z gadem:Ale ten zdrajca, ośliniony jadem,Ale ten własne gryzący piszczele,Ale ten blady w lamentów kościele,Oplwany cały krwią zdradzoną w oczy;Ale ten straszny, co psim zębem broczyBiałą pierś żony i bolem się żywi,A gdy zapłacze, to piekło zadziwi —Ten jeden z myśli mi trupy wygoniłI zadziwiłem się, żem łzę uronił.

Miłość, co słońce porusza i gwiazdy.

. . . . W trzecim rzędzie siedziJak sam to widzisz, Rachel z BeatryczeSara, Rebeka, Judyt i prababkaŚpiewaka, który, nad grzechami swemiBolejąc, wyrzekł: Zmiłuj się nademną.(Mowa tu, oczywiście, o Królu Dawidzie. Raj XXXII).

Comments

Loading comments…