Oaza (Jellenta, 1908)

Woń, blask, motyle, jak nad kwiatów wazą!Przez kryształowe przelewa się stropySłońce i sztuczną owłada oazą —Wid czarodziejski, czy gaj antylopy?

Ciepło i tkliwie. Pierś wziewa haszysze.Tu mię Bóg lodów gnębić nie ma prawa!Tchnieniem zefiru trawa się kołysze,A pod drzew stopy ściele się murawa.

Tam, z za pni śmigłych, srebrny zdrój kaskadyZaklęty w półsen, gędzie tajemniczoSwą melodyjną baśń Szecherezady.

I tak muzyką pieści rozemdlałą,Że głos katuszy zamarł jej słodyczą,A dzwonom wspomnień serce bić przestało...

Comments

Loading comments…