Łabędź (Baudelaire, 1927)

Translated from French by Bohdan Wydżga

Andromacho, o tobie myślę! Owa struga —Małe, smutne zwierciadło, przy którem jaśniałaTwa bezmiernie dostojna wdowia szata długa —Ów Simois, którego z łez wielkość i chwała —

W pamięci mojej oto wskrzeszony wyrastaI na plac mię nowego Karuzelu wlecze.— Stary Paryż już zniknął (fizjonomja miastaZmienia się pono szybciej, niż serce człowiecze);

W pamięci jeno widzę te szare baraki,Potrzaskane kolumny — bez stylu, nazwiska;Głazy ze śladem pleśni — po sadzawce znaki —Niedawno świetne — szczątków dzikie rumowiska.

Zwierzyńce się tu przedtem mieściły publiczne;Tam to pewnego ranka, w świt jasny, promienny,Gdy w dreszczu Trud się budzi, zaś miotły uliczneTumany pyłu wznoszą w różowy brzask senny —

Zobaczyłem łabędzia. Ciało ociężałePrzewalał na swych płetwach kamień po kamieniu —Po wyboistym gruncie wlokąc pierze białe.Przystanął, dziób rozwarłszy przy suchym strumieniu,

Kąpał w kurzawie skrzydła, pełen żądz i dreszczu —I zdał się wołać, wód swych rodzimych spragniony:„Kiedy zagrzmisz, piorunie — kiedy spadniesz, deszczu?”Widzę biednego ptaka, symbol utrapiony,

Jak ku niebu — niby ów człek owidjuszowy —Ku niebu szyderczemu, okrutnie jasnemu,Dziób suchy konwulsyjnie otwiera do mowy,Jakgdyby słał wyrzuty Bogu wszechmocnemu!

Paryż się zmienia — jeno smutki moje trwają.Stare przedmieścia — nowe gmachy — głazów zwały —Wszystkie się w oczach moich alegorją stają,A drogie me wspomnienia ciężeją jak skały.

To też na widok Luwru widmo mię przytłaczaMego łabędzia, który na strumienia grobieDziwacznie swój rozpinał płaszcz biały tułacza,Pożerany tęsknotą... — i myślę o tobie,

Andromacho, coś z ramion męża-bohateraPod moc twardą pysznego popadła Pyrrusa —Złamanej nad grobowcem, skąd pustka wyziera. —Hańbo: wdowa Hektora żoną Helenusa!

Myślę też o murzynce — wątłej suchotnicy,Co, wlokąc się po błocie, błędnem szuka okiemSwoich drzew kokosowych — i w chorej tęsknicyBezwiednie wypatruje je poza mgieł mrokiem; —

O tych, co potracili, czego nie odzyszcząNigdy! — O tych, co ssą pierś jałową Boleści —Dobrej wilczycy — wiedząc, że pragnień nie ziszcząNigdy! — O chorych dzieciach, których nikt nie pieści...

Tak to w lesie, gdzie duch mój sam śni ociężale,Stare Wspomnienie jak róg zadmie, budząc dreszcze! —— Myślę o zapomnianych rozbitkach na skale —O jeńcach — zwyciężonych... i o innych jeszcze!

Comments

Loading comments…