Balkon (Baudelaire, 1927)
Translated from French by Bohdan Wydżga
Matko upojnych wspomnień, kochanek królowo,— Skarbnico wszech radości, wzorze szczytny wzorów,Pamiętać będziesz pieszczot piękność wiecznie nową,Cichą słodycz ogniska, czar złoty wieczorów —Matko upojnych wspomnień, kochanek królowo!
W wieczory oświetlone kominka płomieniem,Lub na balkonie, strojnym w przepych drogi mlecznej, —Serce twe było zdrojem, łono ukojeniem!I mówiliśmy sobie rzeczy, zda się, wieczneW wieczory oświetlone kominka płomieniem.
Piękne słońca, schodzące w kąpiel lazurową,Gdy serce zda się władać i bratać ze światem!Pochylony ku tobie, mych myśli królowo,Czułem, jakbym oddychał krwi twej aromatem. —Piękne słońca, schodzące w kąpiel lazurową!
Noc coraz to gęstniała, jak łoża kotara,Ja zaś tonąłem w głębi źrenic twoich cały,Twój dech poił jak słodka i trująca czara —W siostrzanych moich dłoniach twe stopy drzemały. —Noc coraz to gęstniała, jak łoża kotara.
Znam kunszt wywoływania szczęśliwości godzin:Żem w majestat twych kolan zatopiony — marzę;Daremnie bowiem szukać wzniosłych żądz narodzinGdzie indziej, niż w twem ciele, z sercem twojem w parze! —Znam kunszt wywoływania szczęśliwości godzin!
Te przysięgi, te wonie — całunki bez końca —Czy też wskrzesną z otchłani niedociecznej, czarnej,Jak wstają rano w niebo odrodzone słońca,Gdy się obmyją w morza głębinie mocarnej?— O, przysięgi, o, wonie — całunki bez końca!
Comments
Loading comments…