Do czytelnika (Baudelaire, 1910)

Translated from French by Stanisław Korab-Brzozowski

DO CZYTELNIKA.

Głupotą wszelką, grzechom, chciwością i szałemNasz umysł owładnięty i ciało niszczone,A my żywim sumienia wyrzuty pieszczone,Jak żebracy karmiący robactwo swem ciałem.

Nasze żale są podłe, a grzechy uparte;Każemy drogo płacić za skruchy wyznanie,A wesoło zstępując znów w błota otchłanie,Pragniemy tak łzą nędzną zmyć grzechy niestarte.

A na grzechu wezgłowiu Szatan Trismegista,Kołysząc zwolna duszę, świadomość zagaszaI woli naszej metal bogaty rozpraszaW mgłę atomów ulotną — mądry alchemista!

Szatan to trzyma nici nami kierujące!Znajdujemy powaby w przedmiotach szkarady;Tak co dnia zstępujemy do piekła zagłady,Bez trwogi, przez ciemności ohydnie cuchnące.

Jak ubogi rozpustnik kąsa, z żądzą w oku,Całując nierządnicy starej pierś zmęczoną,Tak w drodze chcemy ukraść rozkosz utajonąI ssać jak pomarańczę starą i bez soku.

Mrówiący się, ściśnięty, niby glist miliony,W naszym mózgu demonów tłum hula ze śmiechem,I śmierć płynie nam w płuca za każdym oddechemZ odgłosem cichej skargi, jak zdrój utajony.

Jeżeli gwałt, trucizna, pożar i sztyletyPrzeznaczenia banalnej kanwy nie pokryłyHaftem, którego deseń śmieszny i zawiły,To dla tego, że mało w nas męstwa — niestety!

Ale wśród panter, wyżlic, szakalów gromady,Wśród małp, skorpionów, sępów i żmij wężowiska,Wśród skomlących, wyjących potworów mrowiska,W menażeryi tych naszych zbrodni i szkarady,

Jest potwór bardziej wstrętny, ohydny, zuchwały,Który, choć w głośnych krzykach wcale się nie miota,W proch miałki ziemię zetrzeć bierze go ochotaI w przeciągłem ziewnięciu połknąć świat ten cały;

To Nuda! — Łza niewolna lśni w ócz jej pryzmacie;Śni o szafotach dymem haszyszu owiana.Delikatna poczwara ta dobrze ci znana,Obłudny czytelniku, mój bliźni, mój bracie!

Comments

Loading comments…