Do czytelnika (Baudelaire, 1927)

Translated from French by Bohdan Wydżga

Głupota, kłamstwo, chciwość — porubstwo plugaweZatruwa nam krew w żyłach, w mózgach się rozpleniaA my się lubujemy w wyrzutach sumieniaTak jak nędza hoduje swe robactwo wszawe.

Grzechy nasze uparte — a żale tchórzliwe;Za znak skruchy każemy sobie płacić drogo —I znów brniemy bez troski starą błotną drogą.Pewni, że wszelkie plamy łzy omyją ckliwe.

Na sennych puchach grzechu Szatan-TrismegistaUkołysać w nas umie odgłosy sumienia —I twardy kruszec woli w nikły dymek zmieniaTen mętów duszy naszej biegły alchemista.

Szatan pociąga nićmi naszej wolnej woli!Ohyda złudnym czarem nas swoim urzekła;Co dzień o krok się jeden zbliżamy do Piekła —Bez wstrętu, przez cuchnące ciemności swej doli.

Niby rozpustny nędzarz, co gryzie i niańczyPierś zmiętą, umęczoną starej ladacznicy,Schylamy się po rozkosz do ścieków ulicyi ssiemy ją, jak resztki zgniłej pomarańczy.

Jakby kłęby robactwa, ławą złą, namolną,Wyuzdanych Demonów przewala się tłuszczaW mózgach słabych i, wyjąc, słyszeć nie dopuszcza,Jak Śmierć z głuchym pomrukiem zalewa nas wolno.

Jeśli z gwałtu, trucizny i podpalań plagiW cnym bycie nie dziergamy ozdobnego wzoruNa szarem tle powszednich podłości doboru —To jedynie dlatego, że brak nam odwagi.

Lecz śród szakali, panter, hijen nocnych snucia,Śród małp, skorpjonów, sępów, wężów pełzających,Śród potworów ryczących, pośród suk wyjących —W bezecnej menażerji naszego zepsucia

Jest jeden najplugawszy — straszny, choć ospały!I, chociaż się nie rzuca, nie wyje, nie ryczy,Ziemię starłby na miazgę, potwór tajemniczy —I w obmierzłem ziewnięciu połknąłby świat cały:

To Nuda! — Zimna, łzawa, ma instynkty kacie —O krwawych kaźniach marzy, dur ciągnąc z nargila!Wyrafinowanego tego znasz goryla— Obłudny czytelniku — mój bliźni — mój bracie!

Comments

Loading comments…