Do rudej żebraczki

Translated from French by Bohdan Wydżga

Dziewczynino mleczno-ruda,Dziury w sukni, włosów cuda —Królewskiem ubóstwem strojąUrodę twoją.

Dla mnie twe białe jak śniegi,Młode, wiotkie ciało w piegi —Nito storczyk w plamki nikłe —Ma czar niezwykły.

Wdzięczniej swe ciężkie, lipowe —Niźli z romansów króloweAksamitne szyte boty —Nosisz saboty.

Zamiast spódniczyny w łaty,Niechnoby tren dworskiej szatySunął się w szumiących zwojachPo korkach twoich;

W pończoszce, miast dziur przezroczy,Gdyby tak bezczelne oczyUjrzały za swe zalotySztylecik złoty;

Niechby kokardy zwolniałeGrzesznym oczom odsłaniałyPiersi, jak pąki na wiosnę,Jędrne, radosne,

A zdjęciu się sukni całejDłonie miękkie opierały,Pędzając w przekornej walceSwawolne palce:

— Perły najprzedniejszej wody,Sonety mistrzów i ody,Przez te gachy opętaneMiałabyś słane;

Gawiedź piewców wzdychających,Pod schodami czatujących,Łasych pończoszki jedwabnejNa nóżce zgrabnej,

Tłumy paziów, dwornych bardów,Wielkich panów i Ronsard’ówKierowałyby swe drogiTam, gdzie twe progi!

Całowanoby twe liceW liljami szytej łożnicy;Zaprzedaliby ci duszeI Walezjusze!

— A oto chodzisz na żebryPośród mjazmatów i febry,Szukając nędznych rupieciPo kupach śmieci;

Tęsknie zerkasz na klejnotyDo wyboru: sztuka złoty —Lecz go w wnętrzu mej kaletyNiema, niestety!

Więc idź, bez pereł, djamentów,Jakichkolwiek ornamentów —Prócz swojej chudej nagości,O ma piękności!

Comments

Loading comments…