Głos (Baudelaire, 1927)

Translated from French by Bohdan Wydżga

Kołyska moja stała przy szafie z książkami,Gdzie wiedza i zmyślenia, języki i gwary —Romanse z Rzymianami, a kurz się z GrekamiPrzeplatał. — Zaś ja byłem sam infolja miary.Dwa głosy tam słyszałem. — jeden w gładkiej mowiePouczał: „Świat — to smaczny z rodzynkami placek;Mogę cię wyposażyć w apetyt i zdrowie,Byś życie całe jadł go śród uciech i cacek”.Zaś drugi: „Chodź, niebożę, w marzeń drogę mglistą —Przekroczymy możliwość, pójdziemy w świat bredni!”Głos ten, śpiewny jak lutnia, dźwięczał prawdą czystą,Jakgdyby szedł z zaświatów — zgoła niepowszedni —Głos, co straszy i pieści, i poi ekstazą.Odrzekłem: „Z tobą pójdę!” — Od tego momentuDatuje, co, niestety, zwą mej duszy skazą —I fatalnością. — Poza frontem ornamentu

Zewnętrznego istnienia jest czarna pieczara,Gdzie jasno widzę dziwne innych światów stropy;Jasnowidzenia swego i ekstaz ofiara,Wlokę za sobą węże, co gryzą me stopy.Odtąd mam jak proroki nałogi tułacze,Ukochawszy nad wszystko morze i pustynię;Śmieję się śród żałoby, a śród godów płaczę,Smaku i ukojenia szukam w gorzkiem winie;Bite drogi życiowe mijam jak złudzenia,Z okiem w chmurach, w wertepy wpadam — gdzie straceńcy.Ale mię Głos pociesza: „Chowaj swe marzenia;Rozsądni nie śnią snów tak pięknych jak szaleńcy!

Comments

Loading comments…