Klejnoty (Baudelaire, 1927)

Translated from French by Bohdan Wydżga

Nagą była najdroższa. — Mej żądzy powolna,Zachowała klejnotów jeno błyskawice,Wiedząc, jak barw muzyka upoić mię zdolna,Przypominając dumne Maurów niewolnice.

Gdy w tańcu pobrzęk ciśnie — szyderczy, stalowy —Ten tłum, połyskujący od blach i kamieni —Coś mię porywa! Nurt krwi w serce bije nowy,Kiedy dźwięk ze światłością się brata i mieni.

Iskrząc się więc leżała, rozświetlając łoże,I ze stosu poduszek uśmiechem wabiłaMiłość moją głęboką, pieściwą jak morze —Co je wybrzeża ciągnie tajemnicza siła.

Wzrok jak w poskromionego utkwiwszy tygrysaRozmarzona, leniwe odmieniała pozy —A pełność róży, zlana z świeżością irysa,Nowym czarem zdobiła te metamorfozy;

Jej ramiona, jej nogi — biodra w upojeniuWłasnej chwały — i fala łabędziego łona —Płynęły przed oczami, jak w jasnowidzeniu;I jej żywot, i piersi — mej winnicy grona —

Szły ku mnie, pieszczotliwsze od Aniołów Złego,Aby zamącić spokój w starganem sumieniu —I duszę mą ze szczytu zwlec kryształowego,Gdzie, spragniona pokoju, legła w ukojeniu.

Zdawało się chwilami, że kaprys zuchwałyBiodra Antjopy z torsem powiązał efeba —Tak się bujne jej lędźwie w kibić przelewały, —Na smagłem ciele szkarłat lśnił zachodu nieba!

— Że lampa cicho zgasła w wyczerpaniu sennem,Tylko kominek izbę oświetlał ognistą;Ile razy westchnieniem wybuchał płomiennem,Krwią nasycał tę skórę jak ambra złocistą.

Comments

Loading comments…