Marzenie paryskie

Translated from French by Adam M-ski

Nie oglądał wzrok człowieka,Tak okropnych, dzikich scen,Jakie dzisiaj mi zdalekaW zachwyceniu jawił sen.Czarodziejstwo w snach się roi!Na mnie dziwny kaprys padł,Żem z krainy wygnał swojejRoślinności zmienny świat.Malarz dumny swym talentem,Odurzałem się też w bród,

Monotonnym elementemMarmurów, kruszczów i wód.Babel schodów, arkad krocie,Nieskończony był to gmachW ciemnem lub matowem złocie,Rój się kaskad iskrzył w łzach.Katarakty tam ciężące,Jak firanek szklanych zwój,Na kruszczowych ścian tysiące,Płaszcz rzucały lśniący swój.Miast grup drzewnych — kolumnadyOtoczyły jeziór zrąb,Gdzie olbrzymie się Najady,Jak kobiety, patrzą w głąb.Głaz różowy i zielony,Okuł smugi sinych fal,Które biegły przez miljonyMil — ku krańcom świata — w dal!Głazy jakieś niestworzone,Nurt magiczny; — były toWielkie lustra — rozświetloneTem, co ich odbiło tło!Obojętne i milcząceTe Gangesy — ze swych czar

Lały skarby wód drzemiąceW brylantowych bezdni jar.Swych czarodziejstw budowniczy —Przez tunel z klejnotów zórzPrzeganiałem niewolniczy,Okiełznany odmęt mórz.Wszystkie barwy ogniem grały,Nawet kir miał swą tęcz grę;Żywioł płynny zlał się całyW kryształowy promień — skrę.Nigdzie słońca, gwiazd, miesiąca,Nawet tam gdzie Nieba skłon;Świat mój cudny nie miał słońca,Własnym ogniem gorzał on!Nad tym światem cudów w ruchuZaległ — (nowy straszny cud!Wzrok panował. Nic dla słuchu.)Wieczny niemy ciszy chłód.

Gdym olśnione otwarł oczyTom mój smutny ujrzał strych,Znów poczułem, że pierś toczyNóż przeklętych smutków mych.

Zegar dźwięki grobowemi,Ostro mi południe grał,A zdrętwionej, smutnej ziemiZ niebios chmurny mrok się lał.

Comments

Loading comments…