Niepowrotne
Translated from French by Adam M-ski
Możnaż zdławić sumienie, któregośmy łupem,Co żyje, w kleszcze pochwyca?Które karmi się nami jako robak trupemJako dąb żre gąsienica?Możnaż zdławić sumienie, któregośmy łupem?
W jakich filtrów potopie, — czy win, czy owsianekZginie wróg stary, straszliwy,Niszczyciel i żarłoczny nakształt kurtyzanek,A jako mrówka cierpliwy?Czy go winem zalejem? czy cieczą owsianek?
Mów, piękna czarodziejko, jeśli wiesz co o tem,Mów myśli bólem przybity,Podobnej ginącemu pod trupów pokotemLub pod rumaków kopyty,Mów, piękna czarodziejko, jeśli wiesz co o tem?
Biedakowi, którego wietrzy wilk zgłodzony,A kruk już śledzi oczyma,Czy ma stracić nadzieję ten żołnierz zgniecionyŻe grób i krzyżyk otrzyma?Ten biedak, na którego czyha wilk zgłodzony?
Możnaż wywołać światło z chmurnych niebios szczytów?Rozedrzeć oponę mrokuCzarniejszego niż smoła, bez zmierzchów, bez świtów,Bez gwiazd, bez błysków w obłoku?Możnaż wywołać światło z chmurnych Niebios szczytów?
Nadzieja, co błyszczała w zajazdu świetlicy,Zdmuchnięta — zgasła na zawsze!Bez księżyca, bez światła, złych dróg męczennicyZnajdą-ż schronienie łaskawsze?Ach, bies wszystko pogasił w zajazdu świetlicy!
Mów, czarodziejko, kochasz wyklęte istoty?Znasz potępionych bezzwrotnie?Znasz zgryzotę, co za cel na zatrute grotyPierś naszą bierze okrutnie?Mów, czarodziejko, kochasz wyklęte istoty?
Okropne bo poczucie — niezgładzalność winy —Wątły gmach ducha podcina,Niby rzesza termitów, co od podwalinyCzęsto swój atak zaczyna.Przeklętym zębem źre nas niegłazalność winy!
Nieraz w teatrze gminnym widywałem w sali,Gdy zabrzmią orkiestry dźwięki,
Schodzi wieszczka i w piekeł podniebiach zapaliBrzaski cudownej jutrzenki;Nieraz w gminnych teatrach widywałem w sali.
Jak postać cała z blasków, ze złota i gazyW proch strąca piekieł potwory;Lecz pierś ma, w którą błogie nie schodzą ekstazy,To teatr, co do tej poryPróżno szukał zjawiska o skrzydełkach z gazy!
Comments
Loading comments…