Pieśń przedwieczorna
Translated from French by Bohdan Wydżga
Choć brwi twoje, w łuk napięte,Dają twarzy niszczycielskiWyraz raczej, niż anielski —Miewasz jednak oczy święte;
Więc ubóstwiam cię, ma płocha,Ma okrutna namiętności,Pełen kornej nabożności —Jak bożyszcze kapłan kocha.
Wiatr stepowy i żywicęCzuć od ciężkich twych warkoczy;Zaś urocze twoje oczy —Tajemnicze dwie krynice;
Z ciała twego idą wonie,Niby z łona kadzielnicy;Jakiś leśnej czar dziewicyTchem wieczora i ziół wionie.
Czar ów duszę mą przenika,Jak eliksir czy sen złoty —A tajemne znasz pieszczoty,Zdolne zbudzić nieboszczyka!
Biodra twoje rozkochaneW piersiach twych i plecach giętkich —Zaś o pozach sennych, miętkichMarzą łoża płótna lniane.
Czasem chmurą brew zasnujesz —Gniewem darzysz, to czułością,Kiedy z dziką namiętnościąTo gryziesz, to znów całujesz;
Gryziesz — ale wnet na ranęKładziesz oko miłujące,Jak miesiąca blask kojące —Odkupienia łzą nalane.
Pod ciżemki atłasowe,Pod jedwabne stopy twojeKładę serce, ducha znoje,Talent, sławę, los i głowę —
I duszę, śmierci polarnejWydartą skrą twego czaru,Skrą z ciebie — wybuchu skwaruW mej mroźnej Syberji czarnej!
Comments
Loading comments…