Warkocz (Baudelaire, 1894)
Translated from French by Adam M-ski
O runo spadające aż na kark i szyję!Pukle! wonie sennością jakąś obciążone!O czary! dziś, gdy zmierzch mą alkowę okryje,By ożywić tłum wspomnień co w tych puklach żyje,Niemi, jak wonną chustką w powietrzu powionę!Cały świat — tęskna Azja i wrząca Afryka —Daleki, prawie zgasły w niepamięci toni,O lesie wonny, w twoich głębiach się zamyka!A jako inne duchy kołysze muzyka —Mój — o miłości moja — pływa na twej woni.Pójdę, gdzie krzew i człowiek, pełni życia soków,Przeciągle piją rozkosz pod słońcem, co żarzy;Sploty, jak fala nieście mię w ten świat uroków!Morze habanów, w tobie sen świetnych widoków,Sen barw płomieni, masztów, żagli i żeglarzy.Przystań tętniąca wrzawą, gdzie duch mój pić możeSzeroką falą wonie, i dźwięki, i gwary;Gdzie statki, mknąc po złocie i jedwabnej morze,Otwierają ramiona, by objąć przestworzeNieb czystych, pałających wieczystemi skwary.
Ach, skroń mą, pjaną szałem, pogrążę w ten sinyOcean, który inny zamknął w swoje tonie;Duch mój subtelny, pieszczon huśtaniem głębiny,Odnajdzie was, o płodne lenistwa godziny,Na wiecznie kołyszącej, wonnej fali łonie!Włosy krucze, bandero rozpiętych ciemności,W was mam tamtych Nieb drugich okrąg lazurowy;Na waszym kędzierzawym puchu — dla mnie gościUpajający zapach zmieszanych wonności:Piżma, smoły, oliwy wyziew kokosowej.Długo, bez końca, dłoń ma po twej ciężkiej grzywieBędzie siać perły, zdobić szafirem, rubinem,Byś zawsze głosu żądz mych słuchała życzliwie!Czyś nie jest snów oazą, flaszą, z której chciwieCiągnę balsamy, wspomnień upajam się winem?
Comments
Loading comments…