Wino gałganiarzy (Baudelaire, 1927)

Translated from French by Bohdan Wydżga

Niekiedy w świetle mglistej latarnianej tęczy,Gdy wiatr targa płomieniem i po szybie brzęczy —Na przedmieściu, gdzie błotne zaułki i mętyWytwarzają ludzkości burzliwe fermenty —

Widzimy gałganiarza. — Machając koszturem,Jak wieszcz się o bruk potknie, albo zderzy z murem.Nie dbając o policję, ani szpiclów sfory,Otwiera serce — i świat na nowe pcha tory:

Obwieszcza manifesty, szczytne stawia prawa,Poniża niegodziwych, zacnym dłoń podawa —I pod baldachem nocy lazurowej, złotej,Upaja się wspaniałą jasnością swej cnoty.

Ci, nędznem bytowaniem umęczeni ludzie,Pochyleni latami, poterani w trudzie,Złamani, przytłoczeni stosem brudnych szczątków —Tych wymiotów potwornych stołecznych żołądków —

Odradzają się, gdy im wino krew zapali. —Dookoła wiarusy w bojach osiwialiZ wąsem powisającym w kształt chorągwi starej;I bramy tryumfalne, morze głów, sztandary

Stają przed ich oczami w nieziemskiej piękności —Oni zaś, odurzeni orgją barw, światłości,Słyszą dźwięki trąb, bębnów i tłumne wiwaty —Niosąc ludowi sławę za miłość i kwiaty!

Odmłodzonej w beztrosce Ludzkości tak otoWino toczy swe dary, niby Paktol złoto;O czynach jego wdzięczne gardła głoszą dziwy —Rządzi szczodrobliwością, jako król prawdziwy. —

Żeby gorycz uśmierzyć, ukoić w uśpieniuRzesze wydziedziczonych, ginących w milczeniu —Bóg, tknięty skruchą, dał sen — pieszczotę Miesiąca;Do tego Człowiek dodał Wino — syna Słońca!

Comments

Loading comments…