Chrzciciel

Bułgarski naród, bez prawdy żywiącej,Powietrzem także przewiany morowem,Jest jako Łazarz, czy w grób się kładący,Czy powstający?... Nie zgadniesz przed słowem...Pogański książę smutki te rozprasza,Stanowiąc nowe osady i miasta,A k’temu mnicha do siebie zaprasza,By ginach, co świeżym ukazem wyrastaI puścił kolumn szpalery z korzenia,Ubrał w malowne tęcze a złocenia.Mnich był Metodus (posłan może cudem,Pisarz, a przy tem pingendi non rudem.Ten, w świeże gmachu zaszedłszy obszary,Kolory swoje rozcierał tęczowe,A płakał ludu bez Boga i wiary;I tak malował to rękę, to głowę.Gdy słońce gasło, zamykając sienie,Że nikt nie wiedział, jak będzie sklepienie.— Aż raz go książę zawoła i pyta:«Kiedy rzecz będzie na światło odkryta?»«Książę!...» — odrzecze mu święty Metody —«Dano mi sądu zrobić przedstawienieZacnych i niecnych — niebo i płomienie —Gdy więc odkryję rzecz, każ przynieść wody...»Jakoż w dzień wtóry rzecz była odkryta,1 książę przyszedł z całą służbą swoją,I rzesza wielka stanęła, jak wryta.Patrząc na wrytych, co przed Panem stoją.Płacz wielki wzmógł się, gdy mnich chwycił słowo,Opowiadając, ile to jest cieniemRzeczy, dziejących się nad naszą głową,Skrytych, a widnych jeno objawieniem —Tak, iż rybackich płócien złożył sidłoNa bok, i pendzel zamienił w kropidło,I żegnał cienie... a światłem darował,I chrzcił — i całą Bułgarję uchował!

Comments

Loading comments…