Do A. Z.
Ileż to razy, dobry mój Antoni,Z mężem poważnym chodziłem pod ramięW mieście, którego lew i lilja broni,A Danta szukasz, czy nie spotkasz w bramie:Sztuka tam, pomnisz, od religji idzie,Jako posłane na przechadzkę dziecko,A pospolita rzecz — o! czasów wstydzie —Z murów wygląda święcie i szlachecko!
Ileż to razy więc, w Florencji onej,Pamiętasz, szliśmy, rzeczy mówiąc pewne,Które nie mają treści naznaczonej,A jednak całe są i długo rzewne.Nie zapodziewa ich wola człowieka,Ni czas — lecz owszem odpomnień są skłonne,I myśl dosnuwa je lub dosnuć czeka,I brzmią w powietrzu, jak znane podzwonne.
Takim to treściom na pamiątkę szlę ciDziewiętnastego wieku tę legedę;Starszych niech zbudzi, ukołysze dzieci,A szczęśliw będę ———————
Comments
Loading comments…