Do Józefa Bohdana Zaleskiego

Dobrze tęczy się zielenić,Błękitnawić i czerwienić,Tej wielmożnej pani,Ale chmurki oddalone,By jagnięta pogubione,Te, kto chce, to gani.

Ej, i z lutnią złoto-runą,Złoto-ustą, siedmiostruną,Nieba obiec sklepy

Lżej, niż piosnkę, raz zaczętą,Już we fletnię dąć pękniętą,Jak włóczęga ślepy.

Tyś bo wiele odziedziczył,Tyś bo, panie, zagraniczyłZ niebem — mogiłami;Więc to seraf, to cherubinNiby wisien spadnie rubinW ogród twój skrzydłami.

A jam chłopię z za ogrodu,Gdzieś u szpary drżące wchodu,Gości strach mnie bierze —I strach ciebie, pana sadu,Co tam z duchy gadu, gadu,Jak dzwon na pacierze.

A jam chłopię z dróg krzyżowych,Z za trzęsawisk olszynowych,Gdzie mdłe jęczą cienie —I głód zemsty w sercu u mnieJuż wyrodził się, jak w trumnieChude lisa szczenię.

I wiatr zabrał mię w powicieChmur, by nagle zmarłe dziécięBez chrztu krwie i walki —Tu, na cmentarz poniósł ludów,Gdzie trzy świecą panie cudów,Gdzie sztuki westalki....

Gdzie krzyż, z włócznią w jednej dłoni,Z gąbką w drugiej, z cierniem w skroni,Księżyc ma nad sobąI, kompasu wodząc cieniePo otartej z krwi arenie,Cieszy nas żałobą.

— Kiedyż czasów wypełnienie,Kiedyż Polski odkupienie?!Wieszczem zanuć słowem,A sto wiatrów je rozniesiePrecz po lesie, za Polesie,Po echu stepowem!W Rzymie 1847.

Comments

Loading comments…