Do księgarza
Żebym ja pisać umiał, mój kochany,Tobym napisał książkę w sześciu tomach,I dałbym brzeg jej grubo wyzłacany(Jak te oblaski żółte, co na słomach).I posadziłbym ducha mego w bieliNa onych bryłach ksiąg, jak nad grobowcemPozasmucani siadają anieliZ cyprysem, palmą w ręku, lub jałowcem.
Ale cóż? Piszże tu, o śmiertelniku,Kiedy, co chmury rozstęp, to łyskanie,Kiedy, co człowiek, to nowin bez liku,I Evènement-bóg, w wielkiej sutaniePrzechadzający się dziś, z bibułamiPod pachą, w których przestrachowie sami!
O, Evènement-bóg, ten ParyżowiI Europie dziś zastąpił Pana.Tak, jak gdy wieśniak się nie zastanowi,Że dał się w sztuczkę uwikłać cygana,Tak on dziś zedrze świat, bursę obłowi.O, Evènement-bóg, ten nas narowi,Tak, że już, Boże, gdzie ewenementaW ludzkości?... Rzadki człowiek to pamięta.
Comments
Loading comments…