Do Nikodema Biernackiego

...A ty skąd wziąłeś na te skrzypce deski,Jeżeli nie z lipy bogdaj czarnoleskiéj,I smyk twój jest-że czarodziejstwem żywyZ białego konia arabskiego grzywy?...I struny twoje czy ty ręką lewąZ pod serca wsnułeś na skrzypców twych drzewo?Czy posłannikiem idziesz od świtania,Gdzie zmrok jest z światłem, z uśmiechami łkania?

Powiem, iż wieszczów rzecz jest poznać wieszcze:Oto, zaklęta dała ci królewnaKlucze od echa, i ten złamek drewna,I łzę, i poszept w ucho, i grom jeszcze!...I powiedziała, wstążką wiejąc czarną:«Idź w świat, przez uczuć zwarjowaną dramę,Napatrz się w zorzę, łunę zwiedź pożarną,Wschodnich się dowiedz tęcz, blasków zachodnich,Co kłamać wolno, to lepiej skłam od nich,Żywy — wybladłą porusz dioramę!Lecz, skoro kłamstwo zdradzisz kłamstwem sztuki,Bądź wpierw pod lauru szerokiego cieniem,Gdzie donieść krzywe nie potrafią łukiUrągowiskiem albo zapomnieniem...Aż inny ówdzie, gdzie upadną strzały,Przyjdzie je zebrać, jak ty zbierasz cudze,I wspomni ciebie łatwiej — doskonały.I powiesz: «Prawda» — — a ja się obudzę...Paryż 1857.

Comments

Loading comments…